wtorek, 9 października 2018

O Puszczy Białowieskiej i spotkaniach z martwymi drzewami, żubrem i... Lolkiem.


H: Taka nam się tradycja narodziła, że od kilku lat w październiku pukamy do drzwi Puszczy Białowieskiej (link do starych wpisów na końcu tego postu). Za każdym razem doświadczamy różnorodności, którą z chęcią Wam przedstawiamy, ale dziś, z racji opadających liści, więcej będzie o upadłości właśnie.
Adam Wajrak często wspomina rolę drzew upadłych w ekosystemie. Umarły, ale wciąż dają życie…  I dziś o tym filmowo i fotograficznie (a „zwiedzaliśmy” truchło dębu wyjątkowo okazałe).

W  tym roku pogoda była wyjątkowo łaskawa…  Lolek (ulubiony bohater Hani)  i żubr (na dziko)  też nam sprzyjali.  


film: Dąb umarły (ale pełen życia) w Puszczy Białowieski, czas trwania: 80 sekund, realizacja: Hubert i Miłosz Stojanowscy, muzyka: "jutubowa"

niedziela, 16 września 2018

O dzisiejszym podchodzie do jeleni na rykowisku (zdjęcia i dźwięki)


H: Nie jest istotne ile razy stanę twarzą w… pysk z naturą (a pysk mój wiele razy natury doświadczał), ale i tak za każdym razem odczuwam potężną radość.  Szczególnie gdy spotykam zwierza, który w innych miesiącach  daje się zobaczyć sporadycznie i do tego w przelocie. Rykowisko, to taki czas, gdy natura atakuje niemal wszystkie zmysły… szczególnie jak siedzisz w środku tego widowiska (z uwzględnieniem kierunku wiatru). Dziś kolejny raz obserwowałem i poczułem  naturę. Wielowymiarowo. 

fot. Hubert, patrzy a nie widzi. Słyszy migawkę i nie rozumnie...
 

niedziela, 26 sierpnia 2018

O tym jak jezioro Gałęziste mgłą się zasnuwa. W zdjęciach i filmie...


H: Gałęziste, to jezioro, które mnie wciąż zachwyca (nie tylko tym jak wygląda… ale i tym jak się nazywa). A byliśmy tam kolejny raz, po deszczu, który nieśmiałą mgłę wskrzesił. Dziś zatem kilka zdjęć i filmik z cyklu w80 sekund dookoła Suwalszczyzny i trochę wspomnień… bo bywaliśmy także po drugiej stronie lustra i podziwialiśmy świat podwodny.

fot. Hubert, Gałęziste się "mgli" 

niedziela, 19 sierpnia 2018

O tym, że Marycha kręci… i snuje różne historie (zimorodek złapany, a piekielnica odkryta!).

H: Dziś będą historyjki (z obrazkami), ale wszystkie dotyczą Marychy. Przyznam, że zauroczyliśmy się tą rzeką, która kręci i snuje (się).  Czasem jest trudno tam sobie płynąć, ale cały czas jest dziko i pięknie. Marychę można polubić.

fot. My... i Marycha
 

piątek, 17 sierpnia 2018

O tym jak dziś spławiliśmy Marcina Mellera. W Czarnej Hańczy.


H: Spotkaliśmy Marcina Mellera. W Budzie Ruskiej u Piotrka Malczewskiego na festiwalu literackim Patrząc na Wschód. To nawet logiczne, bo Marcin pisze książki, pisze do gazet (i występuje w różnych mediach).  Mniej logiczne jest to, że udało się go namówić na spłynięcie Czarną Hańczą… pod wodą. Nie przypuszczałem, że tak łatwo mi pójdzie spławienie Marcina Mellera. Dziś zatem o tym… czyli jak zwykle (niemal) strumień świadomości, trochę zdjęć, a nawet filmik ze spływu z Marcinem.

fot. Piotrek Malczewski... już po spławieniu
 

środa, 15 sierpnia 2018

O kolejnym daniu naturze w mordę. Próba felietonu z Czarną Hańczą w tle.


H: Jutro na festiwalu literackim „Patrząc na Wschód” (u Piotrka Malczewskiego w Budzie Ruskiej nad Czarną Hańczą) będzie Marcin Meller, który felietonem się para i pewnie dlatego tak mnie jakoś w tym kierunku rzuciło (i Czarnej Hańczy i felietonu)…
Ale dziś nie będzie nic odkrywczego. Nic nowego… Będzie dużo pytań… ale jeszcze mniej odpowiedzi. Bo byłem, bo zobaczyłem… i nie wiem  co z tą przyrodą.
Czasem zastanawiam się ile jeszcze natura jest w stanie znieść „w mordę bicia”. Chyba każdy pojemnik musi się w końcu napełnić… albo opróżnić… i co wtedy?  Segregować, ograniczać, regulować? Czy dalej korzystać ze słomek. Czarna Hańcza płynie… a tekst raczej z tych naiwnych i patetycznych. 

fot. Hubert, znaczenie natury... ręką ludzką sadzonej...
 

środa, 8 sierpnia 2018

O dzisiejszym debiucie Miłosza na paralotni i lataniu nad mgłą w Suwalskim Parku Krajobrazowym. Filmy i zdjęcia.


M: Nigdy bym  nie pomyślał, że uda mi się wznieść w powietrze na paralotni,  jednak marzenia się spełniają. I dziś będzie o lataniu na paralotni w Suwalskim Parku Krajobrazowym. Pokażemy zdjęcia i dwa filmiki. Jeden z moich zlotów, a drugi z latania taty z zamontowaną na skrzydle kamerą GoPro. Zapraszamy. 

fot. Hubert,  moje buty nad Jacznem

sobota, 4 sierpnia 2018

O kolejnym przejściu na drugą stronę lustra. W czułości 1600...


H: Dziś kolejny raz nurkowaliśmy w Stawie koło Płociczna. Kolory jak zwykle. Mieszkańcy podwodni jak zwykle. Widoczność pod wodą jak (ostatnio) zwykle. Niby wszystko już było… a wciąż cieszy. Przekroczenie lustra wody, zajrzenie w głąb jest momentem magicznym. Nawet taka krótka wizyta  w tym stanie skupienia… skłania do skupienia. Skupmy się na zdjęciach. Czułość 1600… Po drugiej stronie lustra...

fot. Hubert

wtorek, 31 lipca 2018

Test deski do pływania firmy WILD SUP (model Black Moose) . Strefa Testów Subiektywnych.


H: Czasem jest tak, że czegoś nam trzeba. Jakiś nowy sprzęt, miejsce, wyzwanie. Czasem trzeba to sprawdzić. Najlepiej  organoleptycznie.
Dlatego postanowiliśmy, że czasem na blogu pojawią się testy tego, co może nam się przydać… albo nie (bo po to jest ten test). I takie będą na ogół wnioski na koniec każdego subiektywnego testu. Być może komuś pomożemy (lub nie) w podjęciu decyzji.  
Zatem dziś pierwszy test wideo, a bierzemy się za deskę pompowaną (SUP do tego Wild), na której (modnie ostatnio) pływa się na stojąco. Taką mamy możliwość dzięki www.kayakzone.pl

 

piątek, 27 lipca 2018

O Olku Dobie… dziś spotkanym nad Czarną Hańczą (nie na Atlantyku, ale też w kajaku).


H: Spotkać w życiu realnym Tytana, Herosa, Kolosa, Mocarza, Mistrza (a wiele jeszcze synonimów do głowy przychodzi)…  to zbyt wiele. Uścisnąć jego spracowaną i piekielnie silną dłoń…  niemożliwe. A mieć takiego człowieka za „ojca chrzestnego” naszej kanadyjki…  to było  tylko w sferze marzeń (a takie pomysły były)…  Marzenia się czasem spełniają. Na Czarnej Hańczy. Wystarczy czasem poczekać. 

fot. Hubert, Olek Doba w naszej "Czajce", podpis z uśmiechem i... brodą już na burcie, ale kanu raczej na trawie.
 

niedziela, 22 lipca 2018

O nurkowaniu z „czarnohańczańskimi” piraniami. Taki zapis ichtiologiczny.


H: W piątek kolejny raz nurkowaliśmy w Czarnej Hańczy. Kolejny raz było pięknie … dlatego dziś nurkowaliśmy tam znowu (mimo stosunkowo słabej widoczności po licznych deszczach). Dzisiejszy wpis (i film) będzie wyjątkowo ichtiologiczny, bo tylu ryb w jednym miejscu dawno nie widziałem. Prawie jak piranie. Prawie jak Amazonka.
Czyli dziś o dwóch nurach swobodnych w naszej pięknej rzece, pierogach wigierskich (kolejny raz zjedzonych w okamgnieniu), a na koniec filmik… żebyście te nasze "hańczańskie piranie" zobaczyli w ruchu (z cyklu w80 sekund dookoła Suwalszczyzny ).

fot. Hubert, dziś tyle ryb wokół i na wyciągnięcie ręki. Jak nigdy.
  

środa, 18 lipca 2018

O tym jak jest w lesie (prawie tropikalnym). Po burzy (i chwilę przed).


H: Wczoraj wykorzystaliśmy chwilowe rozjaśnienie (po kolejnej burzy) i pojawiliśmy się na często odwiedzanych (nie tylko przez nas) ścieżkach Wigierskiego Parku Narodowego.  Było parno. Było duszno. Miałem wrażenie , że wchodzę do lasu tropikalnego. Wiem… bo nigdy nie byłem, ale tak się czułem. Kapiąca po liściach (i po nas) woda, unosząca się para wodna. Klimat wybitnie (po i przed)burzowy.


fot. Hubert, w lesie takie przebłyski
 

czwartek, 28 czerwca 2018

O Hańczy i zwiedzaniu głazowiska podwodnego (do tego wszystko korzennie przyprawione).


H: Dziś udało mi się wczesnym rankiem w Hańczę wpłynąć na dwa sposoby. Najpierw naszym kanu (żeby dotrzeć w zatokę ulubioną), a potem pod wodą zwiedzałem głazowiska w zieloności spowite (co pokazuję na zdjęciach i filmie z cyklu w80 sekund dookoła Suwalszczyzny). Na koniec proponuję przyprawę korzenną. Ale to na koniec.No i wspominany film... jeszcze bardziej na koniec.

fot. Hubert, w tej zatoce dziś nurkowałem
 

niedziela, 24 czerwca 2018

Palinocka nad Rospudą... taka tradycja

H: Trafiliśmy rodzinnie na Palinockę nad Rospudą. Ostatni raz byliśmy na tej imprezie w 2016 roku (zobacz wpis historyczny -  O Nocy Kupały, wibracjach (i wariacjach) natury w Dowspudzie i Rospudzie.), a wczoraj dodatkowo jeszcze koncert formacji T/ABORET… i kolejny raz UGLA. Powodów było zatem sporo… 

Był ogień, woda, muzyka...i klimat,  a teraz tylko zdjęcia.


fot. Hubert

niedziela, 10 czerwca 2018

Filmowo o festiwalu u Górala (na Karczaku, rok temu) w stodole.


H: To już prawie rok minął od naszej wizyty na Karczaku u Górala. A jak ten rok już mija… to znaczy, że już wkrótce kolejne spotkania i koncerty nad Biebrzą. Ale zanim będzie nowe… to trzeba pokazać, co było… i dziś pokazujemy filmowy reportaż z tamtych, jakże klimatycznych wydarzeń. Świetni ludzie i świetna muzyka (np. Jacek Kleyff, Orkiestra Świętego Mikołaja, Ania Broda, Radio Samsara, czy wreszcie Magda Sowul). A wszystko to w  stodole u Górala. Oglądać i się wzruszać!



piątek, 1 czerwca 2018

O krainie skrzypu i ważki… czyli w kanu po Stawie Turtulskim.


H: Wczoraj kolejny raz odwiedziliśmy Turtul i opłynęliśmy wyspy na rozlewisku Czarnej Hańczy. Było dużo słońca, dużo skrzypów i mnóstwo ważek. Zatem teraz taki zielony reportaż… a zdjęcia głównie Agnieszki.Takie zieloności...

fot. Hubert, tak zielono nam było na Stawie Turtulskim
  

niedziela, 20 maja 2018

O Hańczy, co wciąż zaskakuje i o pierwszym „zleceniu na Suwalszczyznę”. Od Tomka Bagińskiego.


H: Jezioro Hańcza...  Tyle razy. Nad. Pod. Wokół… a za każdym razem coś nowego. 15 kwietnia latałem na paralotni nad ścieżką, którą wczoraj przeszliśmy sobie bardziej tradycyjnie… ale już w pełnej zieloności. Wtedy latałem nad głazem, który w obwodzie ma pewnie 10 metrów… a nie widziałem go. Zrobiłem zdjęcie półwyspu, pokazałem na blogu, a kamień dostrzegłem…  dopiero wczoraj. A dziś ruszamy z projektem: „Suwalszczyzna na zlecenie”. Tomek Bagiński zlecił onegdaj...

fot. Hubert, nad Hańczą. Kamienie, woda... i my.
 

niedziela, 13 maja 2018

O tym jak jedni testowali kajaki… a inni się na nich ścigali. Reportersko…


H: Wczoraj trochę się kręciliśmy wokół dwóch wydarzeń, ale odbywających się (przynajmniej przez krótką chwilę) w jednym miejscu. Chwila była krótka, bo jak maraton kajakowy wystartował… to w zatoce klasztornej zostali sami testujący. Teraz napiszę, kto był głównym sprawcą tego zamieszania: Suwalska Organizacja TurystycznaKayakZone... a (niemal) wszystko w Wigierskim Parku Narodowym.
I dziś właśnie fotograficznie o tym podwójnym wydarzeniu kajakowym… A Miłosz zaproponuje kolejny „jutubowy wpis vlogowy” z tej akcji.

fot. Hubert, na starcie maratonu w cieniu klasztoru (a woda jeszcze się nie marszczy za bardzo)

niedziela, 15 kwietnia 2018

Paralotnią nad Suwalskim Parkiem Krajobrazowym.


H: Dziś rano udało się polatać trochę. Warunki były bezwietrzne, dlatego pojawiłem się w wielu miejscach Suwalskiego Parku Krajobrazowego... i te miejsca teraz pokażę. Taką mam koncepcję.

fot. Hubert, kładka w Turtulu
  


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

A czy Ty zrobiłeś już serwis swego roweru? Czyli wiosenny test w terenie (5 minut jazdy za Suwałkami).


H: Już nic nie szeleści, luzy zniknęły…  i sezon wybucha jak wiosna (taka parafraza Organka). „Jaszczur” gotowy do jazdy dzięki szybkiej i fachowej ekipie serwisu (i sklepu), naszego partnera. Czyli Góra Rowerska kolejny raz doprowadziła nas do porządku.   

fot. Hubert, test wiosenny kilka minut od domu...
   

sobota, 31 marca 2018

O zimie i wiośnie. W jednym dniu.


H: Wczoraj rano byliśmy z Miłoszem w Wigierskim Parku Narodowym.  Zima wtedy była. Po południu też byliśmy w tych samych miejscach… i była już wiosna. Kilka godzin różnicy, a wizualnie zmiana nastąpiła potężna. Ciekawe doświadczenie, które uwieczniliśmy na zdjęciach.  Do tego żurawie klangorzyły aż miło... a Miłosz miło za nimi podążał.

fot. Hubert, rano śnieg pod stopami... a kilka godzin później wiosna

niedziela, 11 marca 2018

Łoś wczesnowiosenny… a „ogniskowej” było tym razem za dużo. Z drogi.



H: Znowu spotkałem łosia… a dokładniej klępę. Z drogi. W planach nie miałem fotografowania, a apart jechał ze mną "na wszelki wypadek".  Zazwyczaj jest tak, że brakuje mi ogniskowej i modele (zwierzęta) raczej są zbyt małe w kadrze… a dziś zupełnie odwrotnie. Pierwszy raz obiektyw był „za długi”, a obiekt za blisko… Krótszego obiektywu oczywiście nie zabrałam (ale wnioski wyciągnąłem).  Klępę przydybałem przy samej drodze i niby mogłem próbować  wyjść z samochodu, ale obawiałem się, że ją spłoszę… i dlatego dziś takie zdjęcia. Bardzo bliskie.   

fot. Hubert
 

czwartek, 22 lutego 2018

O lisie, który szedł na czołowe i łaniach zaklinanych.



H: Patrzył, ale nie widział. Słyszał migawkę, ale (klucząc) szedł prosto na mnie… Taki lis przypadkiem mi się trafił. Nigdy nie byłem tak blisko rudzielca, który nie miał świadomości, że jest tak blisko człowieka. Najbardziej zaskakujące jest to, że stałem bez jakiejkolwiek osłony… na skraju lasu (w Wigierskim Parku Narodowym). Taka przygoda.

fot. Hubert, tak blisko lisa jeszcze nie byłem 

piątek, 16 lutego 2018

Młyn Możdżera w Sobolewie. Taka kompozycja... w80 sekund...



H: Chwilowe przebłyski zimy nam się tylko trafiały w tym roku…   Odwiedziliśmy kolejny raz młyn Możdżera (nie tylko Leszek jest z tego rodu) w Sobolewie.
Padał śnieg...  przez chwilę. Wiało... przez chwilę. Czarna Hańcza... szumi wciąż…  a my zrobiliśmy kolejny filmik z cyklu: w80 sekund.
Miłosz tym razem debiutuje jako autor muzyki i wykonawca w jednym (a to dopiero początek jego działań)

fot. Hubert, elementy "młyńskie" w Czarnej Hańczy

sobota, 10 lutego 2018

O bardzo bliskim spotkaniu z… kolejnym łosiem.



H: Czasem i takie historie mi się trafiają. Piękne i bardzo bliskie spotkanie  z łosiem,  który uznał, że jedzenie okolicznych jałowców jest bardziej absorbujące niż gość (w jego świecie) z aparatem. A i śnieg delikatnie zasygnalizował swą obecność w lesie sosnowym…  Taka moja propozycja kilku zdjęć tego samego osobnika w różnych aranżacjach przestrzennych (ładnie współpracował). 

fot. Hubert 

piątek, 26 stycznia 2018

O tym jak Wigry odpuszczają

H: Miały być przejazdy na biegówkach... miały być łyżwy na Wigrach,  a od kilku dni śnieg i lód w defensywie. I takie wczorajsze spostrzeżenia rodzinne (tylko fotograficzne)  na tradycyjnej trasie spacerowej...

fot. Miłosz
 

niedziela, 21 stycznia 2018

O Bartoszu Stróżyńskim… co w piątek o Biegunach na naszym Biegunie prawił (czyli jak Was wykorzystałem)




H: Zostaliście wykorzystani. Wszyscy… bo chciałem zrealizować swoje (z definicji egoistyczne) marzenie… spotkania człowieka, który robi TAKIE zdjęcia podwodne. Bartosz Stróżyński, nasz gość,  to niezwykle barwna (i wielowymiarowa) postać, a dziedzin sztuki uprawianej mnóstwo. Nazwa jego strony autorskiej sugeruje z kim mamy do czynienia. Film, Muzyka, Fotografia (www.fimufo.pl), to obszary szczególnie mu bliskie. Warto podejrzeć co tam wyprawia… ale teraz opowiemy, co wyprawiał w Suwałkach. 

fot. Hubert, Spotkanie Bartosza z uczniami w ZST... mówił o bliskich spotkaniach z dzikimi zwierzętami... dystans, którego właściwie brak... widać na zdjęciu... (i tam i tu) 

niedziela, 14 stycznia 2018

O lodu poszukiwaniu...



H: Zima wciąż nieśmiała. Śnieg  wciąż niestabilny. To znaczy nie ma śniegu…  bo jak się pojawia, to znika. Ale przynajmniej teraz jest mróz, który poszukuje straconego czasu. A my tuż za nim.  Dziś znowu więcej zdjęć niż słów. A lód i lud został odnaleziony.

fot. Agnieszka, jest lód i mamy na to dowody…

wtorek, 9 stycznia 2018

Ruszamy z Klubem Niespokojnych



H: Niniejszym powołujemy do życia Klub Niespokojnych. Nazwy chyba nie trzeba tłumaczyć... przynajmniej dlaczego w nazwie znalazło się słowo "niespokojnych".  Mamy partnera akcji  - Bibliotekę Państwowej Szkoły Zawodowej im. prof. Edwarda F. Szczepanika w Suwałkach… mamy już pierwszego (sprawdzonego przez nas) sponsora, firmę CELS… tylko działać. 
Działamy zatem...  z Bartoszem Stróżyńskim.
 

niedziela, 7 stycznia 2018

O dzisiejszym łań przydybaniu i poszukiwaniu wspomnień. Z korkowcem…



H: Dziś krótki (tekstowo) wpis o chmarze łań (i młodych jeleni) złapanych na skraju lasu i o przemyśleniach o korkowcu. Kto miał (przemyślenia i korkowca)… ten wie.  

fot. Hubert, taka "licówka" dziś mi się trafiła... i nawet ją przechytrzyłem zimową porą (a zima jaka jest... każdy widzi na obrazku)
 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

O grodzisku jaćwieskim w Cisowym Jarze i Górze Szeskiej, która Narnią nam się objawiła.



H: Słońce jest od jakiegoś czasu wyjątkowo wstydliwe i rzadko się nam objawia. Dlatego dziś  dużo będzie (pod)słońca, bo okazja się nadarzyła.  Odwiedziliśmy wreszcie grodzisko  w Cisowym Jarze i rykoszetem Górę Szeską. Chcemy odwiedzić wszystkie okoliczne grodziska…i to właśnie kolejny etap tej zachcianki.
Znaleźliśmy nawet trochę zimy… tej zimy... na 309 metrach (a jak w wysokich górach). Taka Narnia (trochę) na Szeskich Wzgórzach…

fot. Hubert, słońce łaskawe w Cisowym Jarze. Taki klimat.