niedziela, 12 listopada 2017

Historia noża (i) Andrzeja Strumiłły i noży zrobionych specjalnie dla nas.



H: Przedmiot (nie)zwykle użytkowy… nóż, będzie dziś punktem zaczepienia.  Piszemy nietypowo, bo o przedmiotach, w których powstanie ktoś włożył niemały trud i potem z niemałym trudem ich używał. Czyli piszemy też o ludziach. Okazuje się, że Andrzej Strumiłło własnoręcznie zrobił sobie nóż i ruszył z nim w tajgę…  i ten nóż staje się pretekstem do przedstawienia jednego z naszych dzisiejszych bohaterów, który z Suwalszczyzną jest bardzo mocno związany. Obchodzimy wszak Rok Andrzeja Strumiłły i wiele materiałów powstało już na ten temat… Dlatego my włączamy się w ten nurt, ale piszemy tak trochę inaczej. Użytkowo znaczy.  Do tego dołożymy kilku innych bohaterów i kilka historii… z nożem w tle.

Fot. Hubert, Andrzej Strumiłło w swojej pracowni w Maćkowej Rudzie.
 

poniedziałek, 23 października 2017

O tym jak blisko można podejść do przyrody. Kolejny raz w Puszczy Białowieskiej.



H: Rok nas nie było w Puszczy Białowieskiej… prawie dokładnie. Mimo padającego deszczu (w sobotę) trochę się po Puszczy rozejrzeliśmy. I nie tylko po Puszczy, bo Hania szczególnie mocno chciała zobaczyć choć przez chwilę Lolka, psa i bohatera książki Adama Wajraka.  Pojawi się też w naszej historii klasyka, czyli bardzo bliskie spotkanie z żubrem (najczęściej chyba fotografowanym w okolicy) w odsłonie leśnej (raczej leniwej, bo leżącej  w sobotę) i przestrzennej (w niedzielę przynajmniej stał).  Odwiedziliśmy także Dziedzinkę, miejsce w którym żyła bardzo blisko przyrody Simona Kossak, a na koniec pokażemy zdjęcia Huberta Gajdy. Zdjęcia, które nie miały prawa powstać…  a powstały. Takie (bardzo) bliskie spotkanie z przyrodą.

fot. Miłosz,  sobotnie spotkanie w Puszczy, my bliżej do wolno (dwuznaczność taka) chodzącego żubra już nie podejdziemy... 

niedziela, 15 października 2017

Biebrza jesienią żurawiami stoi (i łoś też być musi), a jesień kolorystycznie obłapia.



H: Dziś szybki (rodzinny) wyjazd nad Biebrzę.  Dobrze, że słońce wyszło po południu, bo kolory jeszcze intensywniej nas zaatakowały… Kolory nie kłamią. Dźwięki nie kłamią. Żurawie i gęsi znów „zakluczają” nam  przestrzeń jesienną. Trochę smutno... ale pięknie. Same zdjęcia dziś...

fot. Hubert 

sobota, 14 października 2017

Po drugiej stronie lustra… czyli nasza wspomnieniowa wystawa w Muzeum Wigier.



H: Wczoraj, w Muzeum Wigier, pokazaliśmy kilka zdjęć podwodnych z cyklu „Po drugiej stronie lustra”. Był to ostatni etap naszej akcji (Wy)nurzeni. Ekspedycja wigierska i takie „statyczne” (bo zdjęciowe)  wspomnienie właśnie udostępniliśmy na ścianach muzeum.   A i nostalgia dopadła, bo przez rok nurkowaliśmy w wielu jeziorach (i kilku rzekach) Wigierskiego Parku Narodowego. Przygoda wielka i wielkie wsparcie Wielu (tu zobaczysz wszystkie wpisy wspomnieniowe - zobacz relacje i zdjęcia ).
Kilka zdjęć zatem…  A tym, którzy przybyli (mimo trudnych warunków na wielu frontach)… bardzo dziękujemy!

 


sobota, 30 września 2017

Organek w Suwałkach… "w imię ojca i syna".



H: Długo to trwało… ale w końcu Tomek Organek trafił do Suwałk, do miasta, w którym przez kilka lat uczył się w III LO. Nie robimy zazwyczaj zdjęć na koncertach… ale zwyczaje czasem łamiemy. Dla Organka. Dziś zatem kilka zdjęć z dwóch stron sceny, bo jest nas dwóch. Ojciec i syn.

fot. Hubert, taka światłość nastała w Suwałkach...
 

niedziela, 10 września 2017

Oko w oko z jeleniami i… tumakiem. Byłem w końcu krzakiem…



H: Rymowany tytuł wpisu mi się zrobił, bo dziś samotnie bawiłem się w podchody i udawałem krzak. W czasie rykowiska podejście do byka nie jest jakimś spektakularnym wyczynem, bo jelenie z wiadomych powodów są lekko  otumanione. Do tego, co jakiś czas, odgłos natury doprowadza nas  we właściwe miejsce. Teoretycznie… bo w praktyce bywa różnie. Dziś jednak miałem satysfakcję, bo podchód (w miarę) udany. Pozostaje mi tylko wcielić się (nieudolnie) w rolę Michała Sumińskiego (starsi pamiętają pewnie Zwierzyniec)… i opowiadać,  ale ani wiedzy, ani wąsa takiego nie mam. 

fot. Hubert, mój pierwszy "leśny" jeleń
 

sobota, 9 września 2017

O tym, co kryło się na dnie w jeziorze Mulicznym. Odsłona druga. Tym razem jesienna.



H: Lubimy szukać skarbów. Lubimy jezioro Muliczne. Lubimy Wigierski Park Narodowy. Dlatego odwiedziliśmy dziś  stare miejsce (bo już odwiedzane), w starym składzie (bo nawet Jacek przybył z daleka i nas wspomagał). Kolejny dzień poszukiwań za nami i choć widoczność pod wodą (po ostatnich deszczach) raczej słaba, to i tak bawiliśmy się świetnie, a dwa worki udało się zapełnić śmieciami bardzo historycznymi (PRL nam się objawił).  I dziś taka szybka fotorelacja… 

fot. Hubert, taka ekipa na sprzątaniu podwodnym Mulicznego
 

czwartek, 31 sierpnia 2017

O kolejnym czatowaniu (całkowicie off-line) i spotkaniu z Duchem Lasu, bielikiem na kołku i innymi stworami.



H: Czatowanie na obiekt godny sfotografowania nie jest takie łatwe, a już na pewno nie jest wygodne… chyba, że… leży się w hamaku. Czasem tak jest, że człowiek czeka długo i (prawie) nic z tego czekania nie wynika. A czasem jedzie sobie na wycieczkę rowerową i w sercu Suwalskiego Parku Krajobrazowego spotyka bielika. Trochę tego "podglądania" nam się uzbierało... dlatego dziś "wynurzenia" z kilku ostatnich akcji.

fot. Miłosz, dziś przed świtem taki Duch Lasu "maznął"  nam się przed obiektywem. Onegdaj Staszek Woś powiedział mi, że czasem takie "przypadkowe niedoskonałości" da się zaakceptować. Ducha Lasu  akceptuję...  z jego rozmazaniem i szumami.
 

środa, 23 sierpnia 2017

„Misterium Mostu” w Krasnogrudzie, a Miłosz zdjęcia prezentuje.


H: Wczoraj wieczorem pojechaliśmy rodzinnie do Krasnogrudy… Misterium Mostu zapragnęliśmy zobaczyć (a o idei przeczytaj na stronie  Ośrodka "Pogranicze- sztuk, kultur, narodów")

A Widowisko przednio zadziałało na zmysły, a i okoliczności zewnętrzne równie piękne. Do tego jak zwykle w „Pograniczu”… wielokulturowo, wielonarodowo i  magicznie…

Założyłem, że będę sobie nawet  fotografował, ale zostałem „wrobiony” w filmowanie. Co zrobić. Filmowałem, a Miłosz robił zdjęcia… wszystkie jego.

fot. Miłosz (wszystkie), ISO 6400
  

środa, 16 sierpnia 2017

O młodych bocianach i żurawiach na zgrupowaniu… i zdjęciach z powietrza Miłosza.



H: Chyba jednak jesień już blisko… Kilka dni temu, koło wiaduktów w Kiepojciach przyłapaliśmy kilkanaście bocianów, które miały jeszcze na dziobach oznaki młodości. Mogliśmy patrzeć jak na  kilkunastu metrach niezdarnie przygotowują się do lądowania…  Takie to nieporadne… ale już za chwilę przecież ruszą w świat daleki i będą latały może nawet lepiej niż rodzice… a Miłosz robi zdjęcia z powietrza... nawet sobie "znak wodny" przygotował. Idzie nowe...

fot. Miłosz, dzisiejsza praca w polu... (i Miłosza i jakiegoś rolnika)

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Majster Festiwal Siły, czyli Miłosz prezentuje na sportowo...



H: Kolejne wyzwanie sportowe…  siłowo, choć wcale nie na siłę, bo każda okazja do trenowania zmysłów (fotograficznych) jest dobra. Była już u nas na blogu siatkówka, piłka nożna (dziewczyn), a teraz zawody siłaczy. Miłosz podjął się robienia zdjęć i teraz właśnie prezentujemy efekt  jego pracy. Taki festiwal siły obiektywem Miłosza.

fot. Miłosz, tak jak wszystkie poniższe zdjęcia z wczorajszej imprezy nad Zalewem

niedziela, 30 lipca 2017

Czy nurkowanie w Jeziorze Staw jest ciekawsze niż w Morzu Czarnym? Tam meduzy, a tu atak szczupaka…


H: Koniec wakacji... ale tych wyjazdowych. Dziś zatem będziemy porównywać zagraniczne przestrzenie do tych naszych. I wszystko pod wodą.  Zatem przed Wami wpis o wczorajszym nurkowaniu sprzętowym w Jeziorze Staw i nurkowaniach (sprzed kilku dni) w Morzu Czarnym. Próba porównania… także filmowa, bo tam zarejestrowaliśmy pływanie z potężnymi meduzami, a  tu nagraliśmy niespodziewany atak szczupaka. Do zobaczenia zatem pod wodą.

fot. Hubert, kopułowa osłona obiektywu daje takie możliwości… moje marzenie… dobrze, że jest od kogo pożyczać (JagnaBlue). Jezioro Staw