niedziela, 21 maja 2017

O tym, co kryło się na dnie w jeziorze Mulicznym. Takie nurkowanie w Wigierskim Parku Narodowym



H: Każda okazja jest dobra żeby zanurkować w jeziorze Mulicznym. Szczególnie jak przy okazji można wodę pozbawić elementów, które tam zupełnie nie pasują (bo człowiek je  bezczelnie porzucił). I dziś o takiej właśnie akcji: o podwodnym sprzątaniu Mulicznego w Wigierskim Parku Narodowym. Takie "skarby" przed Wami.

 fot. Hubert, Łukasz prezentuje: "Rezerwat przyrody. Wstęp wzbroniony"

H: Ewa i Łukasz (nasi instruktorzy z JagnaBlue), Emil (znany z wspólnej akcji rocznej penetracji jezior WPN), Andrzej z żoną (z którymi robiliśmy kurs nurkowy) i Wiesiek (który jakiś czas temu z Suwałkami był związany)… Taką ekipą w sobotę szukaliśmy śmieci (i  wrażeń) pod wodą. Trochę tego było (i wrażeń i śmieci). Zobacz na filmiku.

film: Podwodne sprzątanie Mulicznego. w80sekund o Suwalszczyźnie
realizacja: Sudawcy

H: Nazwa jeziora jest muląca… myląca znaczy, bo jezioro ma jedną z lepszych widoczności pod wodą w naszej okolicy. Wiem, bo rok temu w ramach akcji (Wy)nurzeni. Ekspedycja wigierska nurkowaliśmy w 11 jeziorach Wigierskiego Parku Narodowego i Muliczne spokojnie mogło rywalizować z Białym Wigierskim. Jest to jednak także obszar ochrony i jezioro można jedynie podziwiać idąc szlakiem ze Słupia do Cimochowizny (albo odwrotnie).

Akcja sprzątnięcia pozostałości turystycznych pojawiła się po rozmowie z Jarkiem Borejszą, który pewnego razu nam to zaproponował. I jak na inicjatora zdarzenia  przystało,  Jarek towarzyszył nam wczoraj podczas sprzątania. Taka współpraca. 

fot. Hubert, Miłosz zabezpiecza z powierzchni w naszej "Czajce" (którą mamy dzięki firmie Wigraszek )

fot. Hubert, my jeszcze na brzegu... 

fot. Miłosz, takie wejście w Muliczne


M: Ja nie nurkowałem, ponieważ woda była jeszcze zimna. Pływałem za to na powierzchni w naszym kanu o imieniu Czajka. Nie pływaliśmy jeszcze po jeziorze i to ja mogłem wypróbować je jako pierwszy. Najpierw pływałem klęcząc na środku, a potem już rufą do przodu siedząc na swojej ławce, ale w drugą stronę. Ta ławka jest bliżej środka i łatwiej się wtedy pływa samotnie. Pływało się świetnie, ale jak wiał mocniejszy wiatr, to musiałem więcej wiosłować żeby utrzymać kierunek. 

fot. Hubert, Miłosz rufą do przodu... trening
 

fot. Hubert, emil się chłodzi... a Miłosz zabezpiecza...
 

fot. Miłosz, Emil wciąż się  chłodzi, a Miłosz robi zdjęcie (choć miał zabezpieczać Emila :)

 fot. Hubert, taka wizura pod wodą... trochę "mlecznie" jeszcze
 

fot. Hubert, i tak...


H: Ośrodek wypoczynkowy (którego nie ma już od lat) i wzmożony ruch turystyczny pozostawił trochę śladów w wodzie. Historyczność zastanych śmieci jest oczywista, bo trafiły nam się klasyczne butelki po oranżadzie z grubego szkła  z charakterystycznym zamykanym korkiem, czy fragment zastawy stołowej „Made in Poland”.

M: Byłem takim transporterem, ponieważ przewoziłem śmieci na brzeg kiedy któryś z nurków znalazł coś dużego. Wypływał wtedy  na powierzchnię i oddawał mi to, co znalazł  na pokład. Czasem brałem też śmieci  z siatek, bo nie było już w nich miejsca, a tak nurkowie nie musieli wracać do brzegu.


fot. Hubert, Wiesiek prezentuje artefakty
 

fot. Hubert, a teraz Wiesiek przekazuje zdobycz Miłoszowi
 

fot. Hubert, Emil "grzebie" w śmieciach :)


fot. Miłosz, resztki pomostu, z którego onegdaj ktoś nieopatrznie (mamy nadzieję) coś opuścił w odmęty Mulicznego


H: Najciekawszym jednak artefaktem była tablica z napisem: „Rezerwat przyrody. Zakaz wstępu”. Fakt, że znalazła się w wodzie, może świadczyć o frustracji jakiegoś zawiedzionego „turysty”, który  złość wyładował wyrzutem… tablicy w jezioro. Wielki jest sentyment w narodzie: „kiedyś było można”, „a komu szkodziło tych kilka domków”.

fot.Miłosz, wychodzimy...
 

fot.Miłosz, a tu taka akcja... nawet koledzy z TVP Białystok nas nawiedzili (Andrzej Łukowski i Michał Raś)
 



H:  Koledzy z TVP Białystok nas odwiedzili i taki materiał zrobili... zobacz materiał TVP Białystok o naszej akcji

zrzut ekranu (link jest wyżej) ze strony  bialystok.tvp.pl, a na moich plecach "nachalna" reklama najlepszej szkoły w Suwałkach (dzięki operatorowi - Michał też kończył ZST :) 


fot. Hubert, taki urobek
 


H:  Była też okazja sprawdzenia, czy dwie komory wypornościowe (na dziobie i rufie) spełniają swoje zadanie. Próbowałem zatopić Czajkę, a ona zatopić się nie dała. Dobre komory. 

fot. Miłosz, próby wypornościowe naszej "Czajki"
 

H: Pierwsza próba jeziorowa „Czajki”.  Jakie wrażenia w odniesieniu do kajaków?  Kanu zdecydowanie wolniejsze, zdecydowanie precyzyjniejsze i zwrotniejsze, zdecydowanie cichsze, zdecydowanie lżejsze… zdecydowanie to inna „bajka”.  Siedząc wyżej niż w kajaku patrzymy pod innym kątem w wodę… dlatego widzimy więcej tego, co pod nami.

M: Popłynęliśmy z tatą przez Muliczne, żeby zobaczyć czy w trzcinach nie ma jeszcze jakichś śmieci.  Znaleźliśmy taki przesmyk, którym dopłynęliśmy do jeziora Długiego. Przy wejściu do przepływu jest bardzo płytko i widziałem tam z 5 małych szczupaków. Nie wypłynęliśmy jednak zbyt daleko na to drugie jezioro, bo od razu zobaczyliśmy mnóstwo uschniętych drzew na brzegu. Siedziało tam bardzo dużo czapli białych i kormoranów.
Tata powiedział, że te drzewa uschły właśnie przez kormorany, które tu odpoczywają, bo nikt im tu nie zagraża.  Na tym terenie nie wolno przebywać, dlatego nawet nie wypływaliśmy dalej. Zrobiłem kilka zdjęć i zawróciliśmy na Muliczne.
Bardzo mi się podobał ten krótki spływ naszym kanu.

fot. Hubert, na Mulicznym, płyniemy sprawdzić trzcinowiska (czy są tam jakieś śmieci)
  

fot. Hubert, Muliczne, półwysep odcina wiatr i falowanie...
 

fot. Hubert, z  wysokości siedziska kanu lepiej widać to, co pod nami...
 

fot. Hubert, na przesmyku w kierunku jeziora Długiego
 

fot. Miłosz,a teraz w drugą stronę... za plecami Muliczne

fot. Miłosz, na Długim takie ptactwo: czaple białe, łabędzie i kormorany  (my w ukryciu)

fot. Hubert, a tak rozwiązaliśmy problem przypadkowego upadku aparatu do wody...

fot. Miłosz, na wodzie też kwitnie...

fot. Hubert, i taki gągoł

fot. Hubert, a tu taka wariacja... o co chodzi?


M: Kiedy wszyscy już wyszli z wody, to dostaliśmy od pana Jarka nagrody. Miał być konkurs kto znajdzie największy śmieć pod wodą, ale na szczęście pan dyrektor był przygotowany i ja też dostałem zestaw ciekawych rzeczy o WPN.

fot. Hubert, Jarek Borejszo z WPN takie podziękowanie nam "wystosował". Dostaliśmy wszyscy, ale na zdjęciach najpierw Miłosz, potem Wiesiek.

 


H: Śmieci nie było może aż tak dużo, ale jednak kilkanaście kilogramów udało nam się zebrać. Jest też pomysł, by w wakacje spróbować podejść do tematu jeszcze raz i oczyścić dno po drugiej stronie (tam  na brzegu były domki)… ale  raczej będzie zejście pod wodę tylko swobodnie, bo sprzęt trzeba targać kilkaset metrów… chyba… żeby… może…zobaczymy.

A z tego miejsca dziękujemy Wigierskiemu Parkowi Narodowemu (szczególnie Jarkowi Borejszo) za zgodę na kolejną akcję nurkową.

A wszystkim tym, którzy bezmyślnie lub „zmyślnie” śmiecą…  nie dziękujemy i niczego nie życzymy.

fot. Hubert, rezerwat przyrody. Nie wchodzić i nie śmiecić.



Akcja podwodnego sprzątania Mulicznego odbyła się  dzięki wsparciu Wigierskiego Parku Narodowego
 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz