H: Jutro na festiwalu literackim „Patrząc
na Wschód” (u Piotrka Malczewskiego w Budzie Ruskiej nad Czarną Hańczą) będzie
Marcin Meller, który felietonem się para i pewnie dlatego tak mnie jakoś w tym
kierunku rzuciło (i Czarnej Hańczy i felietonu)…
Ale dziś nie będzie nic
odkrywczego. Nic nowego… Będzie dużo pytań… ale jeszcze mniej odpowiedzi. Bo
byłem, bo zobaczyłem… i nie wiem co z tą
przyrodą.
Czasem zastanawiam się ile
jeszcze natura jest w stanie znieść „w mordę bicia”. Chyba każdy pojemnik musi się
w końcu napełnić… albo opróżnić… i co wtedy? Segregować, ograniczać, regulować? Czy dalej korzystać ze
słomek. Czarna Hańcza płynie… a tekst raczej z tych naiwnych i patetycznych.
fot. Hubert, znaczenie natury... ręką ludzką sadzonej...