niedziela, 26 czerwca 2016

O Nocy Kupały, wibracjach (i wariacjach) natury w Dowspudzie i Rospudzie.



H: Palinocka. Najkrótsza noc w roku, letnie przesilenie słońca. To nie mogło przejść tak bez świętowania, tym bardziej, że ziemia wtedy tak jakoś dziwnie wibruje. Ogień hipnotyzuje, a woda otumania. Jest siła w tradycji słowiańskiej. Dziś właśnie o Nocy Kupały w Dowspudzie, puszczaniu wianków w Rospudzie. Dużo zdjęć i króciutki film o tym, czego doświadczyliśmy z piątku na sobotę. 

fot. Hubert, wiankami w Rospudę... 
H: Palinocka. Noc Kupały, Kupalnocka, Sobótka … Słowiańskie święto ognia, wody, słońca i księżyca,  płodności i radości, którego nie udało się usunąć z rytmu roku obrzędowego naszych przodków. No bo niby dlaczego. Strasznie radosne to święto.  Takie hedonistyczne.  Kościół katolicki nie lubił… jak ktoś lubił bardziej coś innego, niż kościół i próbował przed wiekami z taką radością walczyć.  Widocznie jednak zbyt silna potrzeba takiego świętowania  była u naszych przodków... bo się nie udało wyrugować tej tradycji.  Anektować zatem należało, a że Wigilia św. Jana Chrzciciela dwa dni później, no i z wodą też miał przecież wiele wspólnego…  to mamy noc świętojańską …  i wszyscy zadowoleni, bo można dalej wianki puszczać, skakać przez ogień, wróżyć zamążpójście…  ale już legalnie, „bezpogańsko”.  Taki synkretyzm.

M: Przyjechaliśmy wieczorem pod pałac Paca. Było tam dużo dziewczyn ubranych na biało. Tylko jedna była ubrana na czarno.  Tata musiał mi tłumaczyć dlaczego wszystkie mają wianki i do czego są takie krzyże ze świeczkami. Robiłem zdjęcia na placu, a potem zobaczyłem, że kilka idzie szukać  kwiatu paproci. Był konkurs z nagrodami i w parku ukryto taki kwiat. Ale  naprawdę paproć nie ma kwiatków. To tylko taka legenda.

 fot. Miłosz, wianki trzy

fot. Miłosz, wianki trzy

fot. Hubert, wianki trzy

 fot. Hubert, w  kotle się warzy... 

 fot.Miłosz, no i jeszcze niektóre panny w innym kolorze

 fot. Hubert


fot. Miłosz, na czarno tylko jedna...

fot. Miłosz

fot. Miłosz, zaczesz

fot. Miłosz, czekają na spływ... i na wianki

fot. Hubert, w trakcie...

fot. Hubert, dziewczyny poszły szukać kwiatu paproci...

fot. Miłosz, a autor zdjęcia za nimi

fot. Miłosz, wciąż śledzi

fot. Miłosz, zdjęcie lekko rozmyte, ale coś w sobie ma...

fot. Miłosz, żeby była północ... i światło księżyca wskazałoby taki punkt na ziemi... 
to czułbym się znalazcą.

fot. Hubert, paproć bez kwiatu w parku Paca

H: Dziś pod portykiem rozstawił się zespół Słowiany (www.slowiany.pl). Mieli spory poślizg, bo jechali do nas z Krakowa… na Palinockę… i samochód im się zapalił. Tak świętować to nie każdy potrafi. Ale przyjechali.
Miłosz miał zatem okazję poćwiczyć zdjęcia koncertowe przy bardzo trudnym oświetleniu. Próbował.
A tak przy okazji. Uważni zauważą, że zmieniliśmy „11” na „12” przy wpisie o Miłoszu. 24 czerwca mój syn skończył 12 lat… i teraz o sprzężeniach „palinockowych”.  Spotkaliśmy się ze starym znajomym,  Jankiem Giedrojciem (z suwalking.pl). Przypadkiem wyszło, że też ma dziś urodziny… tak samo jak basista zespołu Słowiany. Co najmniej trzech, pod portykiem pałacu Paca w Dowspudzie. Taka koniunkcja w tryptyku.

M: Bardzo trudno robić zdjęcia w nocy. Zrobiłem ich sporo, a wyszło tylko kilka. Czasem musiałem czekać aż będzie takie białe światło, bo najlepiej wtedy wychodziło. Potem robiłem jeszcze dużo zdjęć przy ognisku i przy pochodniach. Tata mówił, że będzie ciężko, ale nie wiedziałem, że tak bardzo.

fot. Miłosz, koncertowo, Słowiany  x 3



 fot.Hubert, Miłosz wyczekujący...
 
fot. Hubert, tyle z Paca

H: Napisałem gdzieś wyżej, że „święto ognia, wody, słońca i księżyca,  płodności i radości”, a teraz zabawa w skojarzenia z okazji Nocy Kupały. To znaczy ja będę się bawił i kojarzył.

Ogień. Telewizor, komputer  i smartfon naszych praojców (i pramatek) w jednym. Kto się gapił w płomienie, to wie o czym mówię. Daje oczyszczenie jak woda, tylko, że bardziej spektakularnie. A słowo „pożoga” i „pogorzelec”  strasznie źle się mi kojarzy.
Woda. Szczególnie dziś (w taki upał) wydaje się niezbędna. I do picia i do prania brudów, a także do zmazania grzechu. Bardzo uniwersalne zastosowania.  A jak ktoś podpadnie, to „utopię waszą utopię, utopie w potopie. Zarządzam  wielkie zanurzenie” (tekst też Huberta… tyle że bardziej Spiętego)
Słońce. Jak za dużo, narzekamy. Jak za mało, narzekamy. Tak już mamy. Chodzi po niebie, choć ponoć stoi w miejscu… a jak się wypali, to dowiemy się o tym dopiero po jakimś czasie. Czyli możemy się bawić, przy świetle, które już zgasło.
Księżyc. Takie lustro, bo bez Słońca nie widzielibyśmy go na niebie… a wczoraj był. Odbijał do nas. Taki niepełny, lekko żółtawy, ale na swoim miejscu. Nie skradziony.
Płodność. Dobra sprawa w każdej dziedzinie. Ale tak jak ze Słońcem. Za dużo źle… za mało też niedobrze.  Złoty środek jest raczej wskazany. Tak żeby nie przesadzić z ta płodnością.
Radość. Prawie cały czas tak mam. Szczególnie jak widzę tylu młodych ludzi zaangażowanych w palinockowy projekt, o którym dzisiaj prawimy.

fot. Hubert, gotowe do tańca

fot. Hubert, w tańcu

fot. Miłosz, jeszcze czekają...

fot. Miłosz, już tańczą

fot. Miłosz, tyle do obrzędu 

fot. Miłosz, zaczynają korowód

fot. Miłosz, idą panny...

fot. Hubert

H: Przyglądaliśmy się Widowisku (wielka litera użyta celowo) przygotowanemu przez młodzież z Gminnego Ośrodka Kultury pod opieką Doroty Halickiej. Było spektakularnie. Było przekonująco (czytaj wpis Miłosza poniżej). Poczułem wibracje ziemi, poczułem słowiańskość. Oczywiście miałem świadomość teatralności, mikrofonów, kolorofonów i głośników… ale i tak było mi dobrze. Rany… tak mogło być onegdaj.

M: Oglądałem taniec z pochodniami  i robiłem zdjęcia. Wymieniałem się z tatą obiektywami, bo mamy tylko jeden z takim dobrym światłem, że można prawie po ciemku robić zdjęcia. Na szczęście tata często mi pożyczał.
Najpierw byliśmy przed pałacem z pochodniami, potem przy ognisku, a na koniec wszyscy poszliśmy nad rzekę i dziewczyny puszczały tam wianki, a chłopcy próbowali je złapać. Potem tata mi opowiadał o tej tradycji, że tak szukało się kiedyś żony i ja się zapytałem, czy oni właśnie w to wierzą. Tata się zaśmiał i powiedział, że chłopcy i dziewczyny odegrali swoje role. A ja uwierzyłem, że oni tak naprawdę.

fot. Hubert, chłopaki rozpalają...

fot. Miłosz, bezruch przy ognisku

 fot. Miłosz, ruch przy ognisku

fot. Miłosz, skoki synchroniczne

 fot. Hubert, idą młodzi nad Rospudę...

fot. Hubert

fot. Hubert, już nad Rospudą...

fot. Hubert

fot.Miłosz, na wianki

fot. Miłosz, wianek

 fot. Hubert, wianki zostały puszczone...

H: Jest coś dziwnego w naszej współczesnej obrzędowości. Zachłystujemy się  wzorcami z krajów dalekich, a sami mamy niezwykle bogatą tradycję. Zastanawiam się czemu tak jest, że umyka nam prawie cała, niezwykle złożona mitologia słowiańska. Tak jakby historia naszych praojców zaczynała się po chrzcie Polski. A wcześniej czarna dziura, albo biała plama… w zależności od interpretacji (i preferencji) kolorów.
W Dowspudzie było kilka takich rozmów: że więcej uczymy się mitologii Greków i Rzymian. Swego nie znamy. Klasyka. Że dziś historia traktowana jest wybiórczo w zależności od zapotrzebowania stronnictwa, grupy, partii. Klasyka. Że młodzi odurzają się historią (prawie współczesną) nie rozumiejąc kto, z kim i dlaczego... ale ładnie wygląda na koszulce. Klasyka. Czyli Grecy i Rzymianie.
 
Co jakiś czas ktoś głośno zakrzyczy niepoważnie "My Słowianie", albo poważnie o potrzebie stworzenia pierwszego Muzeum Mitologii Słowian (takie coś znalazłem na fb)… czasem jakiś zespół muzyczny (lub formacja) sięgnie głębiej w tradycję i do czegoś się dokopie.
Tak jak „Lelek” z płytą „Brzask Bogów”.  Jeden z autorów tego projektu tak napisał: "Zainspirować i pobudzić do refleksji - oto nasz cel. Przenieść się na skrzydłach Lelka do krainy duchowej autonomii. Przywołać magię świata, który stanowił Panteon naszych Przodków, zapewniający powtarzalność pór roku oraz równowagę w odwiecznym cyklu narodzin, życia i śmierci. Społeczeństwa w którym gardzono niewolnictwem, gdzie wszyscy ludzie byli sobie prawdziwie równi. I wolni. Oddać Im cześć. I ujrzeć brzask bogów." (Maciej Szajkowski, KzWW, R.U.T.A). Klikając na ten odnośnik można posłuchać tego, co wyszło tej grupie… (posłuchaj Lelka)  Ja widzę w tym sens.

Kilka lat temu  poznałem w Raczkach, człowieka, który także sięga do źródeł,  Roberta Jaworskiego. To wtedy zrobiłem chyba pierwszy w życiu materiał związany z muzyką…  A nawet prawie zwizualizowałem („teledysk” jakoś dziwnie brzmi)  jeden z jego utworów… Zaczęliśmy rozmowy na ten temat,  ale trochę się to wszystko rozmyło (nawet wstępny scenariusz powstał, ale zabrakło determinacji).  
Robert jest poszukiwaczem. Jak sam mówi często sięga do demonologii słowiańskiej… a do tego świetnie gra na lirze korbowej i kilku innych tradycyjnych instrumentach…  Jeżeli ktoś męczył klawisze (i tych złych) w trzeciej części Wiedźmina (wszak to nasz największy towar eksportowy), to w tle muzycznym usłyszy zespół Percival i … Roberta właśnie na swoich, co najmniej szalonych instrumentach.
Dlaczego o nim, bo zespół Żywiołak (w różnych konfiguracjach) był już w okolicach Raczek kilkukrotnie… a w repertuarze ma utwór „Noc Kupały”. A my przecież właśnie o tym dziś…  też na skojarzeniach lecę.  Taką  kompozycję zatem proponuję: Żywiołak. Noc Kupały
Jednak jeszcze większe wrażenie zrobiły na mnie utwory z projektu Robeto DELIRA & Kompany (taka nazwa i tyle wieloznaczności), dlatego odświeżamy kolejne historyczne wydarzenie z 2011 (Miłosz też tam był): zobacz materiał z kameralnego koncertu na ganku domu w Raczkach (kliknij na link)



A teraz już filmik z Palinocki nad Rospudą (w Dowspudzie). Młodzież  pięknie zaśpiewała, pięknie zagrała (aktorsko i na emocjach też). Klimat niepowtarzalny. Powiem szczerze: nie spodziewałem się takiego oczyszczenia wodą, ogniem i radością. A Słońce i Księżyc też zaznaczyły swoją obecnością. Kolejne bardzo dobre spotkanie z Drużyną z Raczek i Dowspudy. Dzięki!

 Film: Palinocka nad Rospudą
realizacja (zdjęcia i montaż): Sudawcy
 czas trwania 2:21








2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam Miłosza, inne dzieci w jego wieku nie mają pojęcia o polskiej kulturze, narodowych obrzędach i obyczajach. Rośnie na naszych oczach porządny Polak.Pozdrawiam M. Czygier

    OdpowiedzUsuń