poniedziałek, 19 grudnia 2016

Sudawcy tym razem wspomniani w Newsweeku… i kilka refleksji (od wczorajszego wpisu).



H: „Święty wąż, drżący kamień”. Taki tytuł pojawił się w świątecznym wydaniu Newsweeka. Kilku bohaterów, kilka faktów, kilka przypuszczeń… dwóch reporterów. Starszy i młodszy.  Ciekawe spojrzenie ludzi z zewnątrz na ten nasz kresowy świat… i kilka moich dopowiedzeń i refleksji (ale płytkich). Załapałem się na kilka pytań i zrobiłem przy okazji reklamę Sudawcom w  ogólnopolskim piśmie. 

fot. Hubert, a rekonstrukcja (taka wizja) M. Sokołowski, Góra Zamkowa w Szurpiłach
(do projektu Jaćwingowie. Zapomniani wojownicy. Państwowego Muzeum Archeologicznego)
 


H: Teraz taki szybki suplement do naszego wczorajszego wpisu. A pisaliśmy o Jaćwingach… Temat jak widać Was zaciekawił (o czym świadczy ponad 2200 odwiedzających). Wspominałem też o rozmowie z Wojtkiem Cieślą (redaktorem z Newsweeka), o tym moim odczuwaniu wibracji piętami (tudzież stopami)… a dziś taka niespodzianka. Periodyk już dostępny i można sobie artykuł przeczytać… i zobaczyć, bo Karol Kalinowski (KRL) komiksowo rządzi. Bardzo dobre towarzystwo (dla mnie).

zrzut ekranu ze strony www.newsweek.pl

H: Wczoraj na portalu społecznościowym pogadałem sobie z Janem (czyli Jurkiem) o „mrowieniu”. Mój rozmówca zadał pytanie, czemu twierdzę, że to mrowienie jest „pojaćwieskie”.  No właśnie zbyt wiele skrótów poszło… czas na dopowiedzenie. Czyli teraz zacytuję sam siebie z tej rozmowy… ale czasy: „Kiedyś byłem na Zamkowej przy wykopaliskach i koledzy z archeo podniecali się, że znaleźli prawdopodobnie jakieś pozostałości pochówku ciałopalnego. Szczerze się zdziwiłem… jak na grodzisku, Zamkowej, cmentarz Jaćwingów? I ten wzrok pełen politowania… i ten komentarz… <<to 1000 lat przed Jaćwingami>>. Moja odpowiedź : Jaćwingowie osiedlali się tam, gdzie ich mrowiło, bo przed nimi byli ci, których mrowiło przy wyborze miejsca na osiedlenie, a wcześniej… cykl mrowień pokoleniowych”

Teraz refleksje  „poartykulne”… Wojtek Cieśla i Marcin Sonnenberg próbują odpowiedzieć na pytanie „kim są dzisiejsi Jaćwingowie”. Trudne zadanie, bo jak sami piszą potomków już nie ma… może tylko mentalni.
Wczoraj opisałem to, co dziś przeczytałem w artykule… czyli wiarygodność autorów wzrasta. Ciekawe jest spojrzenie ludzi z zewnątrz na nasz koloryt… a próba cenna. Nie da się ukryć, że Wojtek jest dziennikarzem śledczym. Widać co go interesuje, także po sposobie prowadzenia narracji…

fot. Hubert, a to wspominane w artykule „kontrowersyjne grodzisko” Piotra Łukaszewicza w Oszkiniach. Stan z 2009 roku… zdjęcie z paralotni
 

H: Jest dużo niedopowiedzeń w całej historii Jaćwieży. Temat niezgłębiony mimo mocnej nazwy projektu Jerzego Antoniewicza  z lat 60. ubiegłego wieku:  „Kompleksowa Ekspedycja Jaćwieska”. Było nawet wsparcie Knuta Olofa Falka ze Szwecji… Dużo wtedy „rozgrzebali”,  a i w kolejnych latach pojawiały się kolejne ekspedycje… Jednak mnóstwo spraw wciąż czeka na wyjaśnienie.

Przyznam, że to właśnie te niedopowiedzenia stanowią dla mnie największą wartość. Mogę ślizgać się po mitach, po tajemnicach… Wiem, że nie dam rady się zatrzymać i dogłębniej zbadać wątek… bo nie mam punktu zaczepienia, bo ślisko…  i tak naprawdę każdy z bohaterów tego artykułu prześlizguje się po Jaćwieży…  autorzy tekstu zresztą także. Ważne, że się ślizgamy.



„Święty wąż, drżący kamień”. Węża (świętego) zabił ojciec Dorotki w Łaumie… a drżący kamień (pod Górą Zamkową) wystąpił w moim filmie (dokładnie w 1.28 s.). Takie „fakty”…

A my mamy swoją Jaćwież. Swoją Atlantydę. 

Góra Zamkowa. Na jaćwieskim Szlaku, realizacja: Hubert Stojanowski



4 komentarze:

  1. Po augustowskich rzekach i jeziorach... pływa taki statek, co się Jaćwieżą zowie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Jaćwieżą ma tyle wspólnego, co ... wojownicy na nim pływający. Nazwę.

      Usuń
  2. W dzieciństwie słyszałem o Jaćwingach zwlaszcza kiedy mieszkaliśmy na Szwajcari ale bardziej dokladnie historii nikt nie był w stanie opowiedzieć... dopiero jak do kolegi do Żytkiejm PKSem jechalem w 1995 to spojrzałem przez okno w Gulbieniszkach i własnym oczom nie chciałem wierzyć... magiczna kraina.... jeziora, gorki, lasy, pod horyzont.... zakochałem się od pierwszego wejrzenia... zapisałem mazwe wsi i wkrótce wróciłem z kolegą... znowu PKSem... tym razem w zimę... tak staliśmy po poludniowej stronie wsi zatkani za zdziwienia, patrząc w stronę Jaczna i Udziejka Górnego... i wypatrzylismy na horyzoncie samotne drzewo. Poszliśmy na przelaj. Przez rzeki i zamarznięte jezioro. Widok na Cisowa i Gulbieniszki spod tego samotnego drzewa tez był przepiękny.... I się zaczęło. Najczęściej jeździłem tam rowerem... Biała Woda, Czerwone Bagno, Szurpily, Zamkowa, Jezioro Szurpily, Jeleniewo, Prudziszki i już spowrotem w Suwałkach... potem noclegi w Turtulu, wycieczki na Glazowiska, nad Oz... SPK, WPN i Jaćwingowie są perełkami Polski... szkoda ze jak komuś opowiadasz w Covent Garden że jesteś z Sudowi czy z Jacwierzy to nikt nie wie o co chodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre miejsca.Dobre wspomnienia. Pozdrawiamy.

      Usuń