niedziela, 26 lutego 2017

O pierwszych żurawiach, grodzisku i dworze w Sudawskich… i chyba najstarszej chacie na Suwalszczyźnie



H: Miłosz niestety na chorobowym… dlatego dziś sam piszę, a wczoraj sam szukałem przygód.
Cel był jeden: odszukać żurawie, a  trasa do wsi Sudawskie (najbardziej na północ wysunięty skrawek Suwalszczyzny)… A czemu tam? Bo nazwa (taka zbieżna z naszą), bo kolejne grodzisko jaćwieskie i dwór, z którego zostały fundamenty… a po drodze odwiedziłem jeszcze najstarszą chatę w Hańczy (a może i na Suwalszczyźnie). Dwór padł… a chata chłopska stoi… ponoć już 130 lat

fot. Hubert, chałupa Klejmontów w Hańczy... a śnieg sypie...
 



H: No bo właśnie te żurawie mnie mono nęciły. Rok temu już 14 lutego Miłosz zrobił zdjęcia parce (zobacz wpis  O pierwszych żurawiach w tym roku, o sacrum, profanum i o tym, co człowiek potrafi w lesie nawyrabiać)
W tym roku jakby trochę zimniej… Niby gdzieś tam ktoś słyszał klangor w przelocie  i mi uprzejmie donosił, ale mimo kilku prób nie udało  nam się jeszcze w tym roku zaobserwować naszych ulubionych  ptaków.

Zatem cel na wczoraj (opisany dziś): znaleźć żurawie.
Na południu Polski te ptaki już dawno się objawiły… dlatego przewrotnie ruszyłem na biegun zimna.  Gdzieś pod Wiżajny.

Mimo usilnego wypatrywania, chodzenia po miejscach, w których często żurawie spotykałem, nic mi się nie „zobaczyło”. No może kilka stad saren.

fot. Hubert... jeziora wciąż skute (Linówek w SPK)

H: W Suwalskim Parku Krajobrazowym postanowiłem takie jedno stado podejść. Generalnie wiatr był korzystny, stado (8 sztuk) ładnie żerowało. Na szczęście ten najstarszy park krajobrazowy w Polsce słynie z wielu kamieni. I tak od kamienia do kamienia przemykałem dość skutecznie… do jakiegoś czasu. Nie wiem czy u saren istnieje funkcja „licówki”. Takiej przewodzącej samicy, która jest odpowiedzialna za decyzje całej grupy (tak jak w chmarze łań).  Nie wiem… ale chyba tak. Zobaczyłem dziś z bliska dwa stada i dwa razy wyraźnie jedna z saren narzucała kierunek innym (nawet kozłom).
No bo ta sarnia „licówka” wzięła i zobaczyła zbyt ruchliwy kamień. Zamarłem i tak sobie patrzyliśmy w oczy przez kilka minut. Wiedziała, że coś nie tak, ale nie wiedziała do końca co.  W końcu szczeknęła kilka razy i stado poszło susami w pole. 

 fot. Hubert, te kamienie pomagały mi się maskować przy podchodzeniu saren
 

fot. Hubert, sarnia "licówka" zbyt czujna na ten czas... takie wejrzenie (a skrzywienie szyj wynika z faktu, że próbowała zajrzeć za kamień)

fot. Hubert, wczoraj w SPK śnieg zalegał tylko w cieniach

H: Drugi raz wpadłem na sarny przy samej drodze i z okna samochodu mogłem robić zdjęcia przez dłuższą chwilę. W końcu znowu taka „licówka” dała znak i sarny poszły… ale nie w pole, tylko centralnie przed maską samochodu i przez drogę. Jakoś tak nieracjonalnie… 

fot. Hubert, kozioł może i pierwszy, ale nie on decydował... tylko ta "pani" co się patrzy...
 

fot. Hubert, na autobus raczej nie zdążą... kto pamięta takie tablice PKS-u? U nas jest jeszcze kilka...

H: Całe zdarzenie miało miejsce w okolicach Kłajpedy…  Taka międzynarodowa nazwa na Suwalszczyźnie. A są u nas jeszcze: Ateny, Szwajcaria, Szkocja… jest taki plan by odwiedzić.
A teraz na zmianę słońce i zawieje śnieżne.  W lutym… jak w garncu co przeplata… 

fot. Hubert, jakiś myszołów przecina... 

fot. Hubert, kolejnego stada już nie niepokoiłem... odpoczywały sobie...
 

fot. Hubert, takie pola... bliżej Wiżajn i jakby śniegu więcej...
  

fot. Hubert, a co jakiś czas tak sypało... a potem znowu słońce...

fot. Hubert, a po śniegu...śniegiem przyprószone...
 

H: Kolejny punkt mocy, grodzisko jaćwieskie przede mną. W Górach Sudawskich, we wsi Sudawskie, nad jeziorem Sudawskim urzędowali onegdaj Jaćwingowie. Do dziś widać zarys wałów.
Góra jednak mocno zadrzewiona... 

fot. Hubert, znak pokazuje wzgórze z grodziskiem... ale wskazuje  tak naprawdę... jezioro...


wyraźnie widoczna linia wałów... na wzgórzu po lewej stronie drogi


H: Miejsce to wybrała znacznie później rodzina Rekoszów. Ponoć na początku XX wieku… Czekam niecierpliwie na książkę Andrzeja Matusiewicza o dworach na Suwalszczyźnie. Andrzej ma sporo materiałów (co pokazywał już onegdaj w piśmie Jaćwież)… i praca badawcza już dokonana. Teraz „się pisze”. Może zatem lada chwila…
Dwór, a właściwie same fundamenty, stary sad, aleja lipowa… i piwnica. Tyle z dworu. Tyle historii.
Wiżajny i okolica słyną dziś także z sera… a ponoć jeden z fundamentów był kiedyś serowarnią… Ciekawe co trzymano w piwnicy… 

fot. Hubert, aleja lipowa...

fot. Hubert, tam gdzie znika człowiek... pojawiają się takie chaszcze...

fot. Hubert, kamienne fundamenty
 

fot. Hubert, fundamenty betonowe...

fot. Hubert, dworska piwnica...

fot. Hubert, wnętrze piwnicy
 

fot. Hubert, takie kolory w słońcu... ruiny w tle
 

H: Zatrzymałem się jeszcze na chwilę, by zrobić zdjęcie fundamentom. Kolor drzew w chwilowym słońcu mnie zaciekawił… Zrobiłem, odłożyłem aparat, odwróciłem głowę i radość wielka mnie trzepnęła. Są. Na przysłowiowym biegunie zimna, na północnym krańcu Suwalszczyzny… Cztery żurawie po drugiej stronie drogi przyglądały mi się krocząc nieśpiesznie po śniegu (który spadł przed kilkoma chwilami).
Zaklangorzyły… radość tym większa… a cel osiągnięty.

fot. Hubert, pierwsze żurawie w tym roku... cel osiągnięty
 


H: Wracałem przez Hańczę i odwiedziłem chyba najstarszy dom na Suwalszczyźnie (a na pewno w Suwalskim Parku Krajobrazowym). Chałupa Klejmontów… w sieci piszą, że zbudowana około 1880 roku…  
Znalazłem zdjęcie sprzed kilkunastu lat… Widać na nim, że strzecha tak jakby świeżo położona… Szliśmy wtedy z Gołdapi po starych pruskich torowiskach… a jedna z odnóg kończyła się w Blaskowiźnie.  

fot. Mewa... albo Kaczka, bo na zdjęciu ja... (skan zdjęcia sprzed... kilkunastu lat)

fot. Hubert, chałupa Klejmontów, stan obecny...

fot. Hubert, w śniegu...

H: Tak już mam, że wzruszają mnie relikty przeszłości. Próbuję sobie wyobrazić ręce, które tworzyły ten dom…  Największe wrażenie zrobił na mnie próg. Jakże wytarty… ile razy ktoś go przekraczał składając pokłon wnętrzu lub „zewnętrzu”. Nie było wyboru, bo tak niskie drzwi wymuszały oddawanie hołdu…
Do tego charakterystyczna lampa (u mojej babci też taki „talerz” wisiał) i drąg z pętlą z pręta, z resztkami naciągniętej szmaty… taki przyrząd do gaszenia strzechy… A jak widać chyba przez ponad 130 lat nie był w użyciu… albo skutecznie zadziałał chroniąc domostwo… 

fot. Hubert, chata w śniegu, a po chwili...

fot. Hubert, chata w słońcu... (kilka minut... robi różnicę)


fot. Hubert, taki klasyczny talerz... ze słoikiem
 


H: Chyli się chałupa Klejmontów… kolejna „historia znikania” dopełnia się  na naszych oczach… dobrze, że choć żurawie odnalazły drogę do domu… a chata patrzy...

fot. Hubert, wejrzenie... chałupy...


3 komentarze:

  1. piękna historia, pięknie opisana i z fotografowana. dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za opinię :) Jeszcze trochę popiszemy(ze zdjęciami w tle)

      Usuń
  2. Dziekuje za bogate informacje.
    Te strony bardzo mnie interesuja ,poniewaz stad pochodza moje rodzinne korzenie,z kochanej suwslszczyzny.

    OdpowiedzUsuń