niedziela, 3 stycznia 2016

Zimowe nurkowanie w Gałęzistym… czy strach ma wielkie oczy?



H: Gałęziste, to dobra nazwa. Jest w tym i  niedopowiedzenie (jakaś tajemnica) i dosłowne opisanie (jak ktoś dobrze popatrzy). Wielokrotnie mierzyłem się z tym niedopowiedzeniem i z tym opisaniem.
M: Dziś wybraliśmy się z tatą na dość niecodzienny reportaż, a mianowicie robiliśmy zdjęcia dla naszych  instruktorów nurkowania (www.jagnablue.pl). W planach było nurkowanie pod lodem w jeziorze Gałęzistym, co nie często się zdarza, bo trzeba mieć specjalne pozwolenie od dyrektora Wigierskiego Parku Narodowego. 

 fot. Hubert

H: Często zaglądamy tu  fotograficznie, bo i miejsce jest spektakularne. Warto na początku zapoznać się z ogólnym rzutem na… w sumie cztery jeziorka. Bo oprócz Gałęzistego (największego i najgłębszego w tym zestawieniu)  mamy tu Samle Duże, Samle Małe i najmniejsze z nich: Przetaczek. Do tego kilometrowa rzeka Samlanka.

fot. Hubert, zdjęcie poglądowe z paralotni, mające niewiele wspólnego z zimą. 
Na pierwszym planie w linii: Samle Małe, potem Duże i Gałęziste. Po prawej ledwo widoczny Przetaczek. W prawym górnym rogu Pierty, a wcześniej Królówek

fot. Hubert, a teraz z drugiej strony. 
Gałęziste, Samle Duże i Małe, po lewej, w połowie Przetaczek
H: Ale dziś tylko o Gałęzistym będzie.
Nurkując kiedyś swobodnie w tym jeziorku poczułem instynktownie, że mam towarzystwo. Nie był to utopiec, rusałka, ani nawet Wodnik Szuwarek niestety. Szczupak mi się przyglądał. Nie widziałem takiego w życiu, choć jak wiadomo woda powiększa… strach też. Obejrzałem się, a on tam był. To znaczy za mną… odpłynąłem kilka metrów, znów spojrzenie za siebie… a on wciąż tuż obok. Przecież nie słyszałem o ataku szczupaka na człowieka w naszych spokojnych wodach… sum może i się zdarzyło, ale szczupak…  Znowu za siebie. Znowu jest. Nie chciałem weryfikować obiegowych opinii. Nie bardzo chciałem też być „tym wyjątkiem”.  Jakoś chłodno się zrobiło w tej wodzie… no to wyszedłem.
A dlaczego o tym? Bo dziś też będzie trochę o strachu właśnie… i o tych głębinach, w których coś się czai zapewne…
Ciekawe jak irracjonalny strach ogarnia nasz umysł, zniekształca naszą percepcję…  powiększa "humanoidalnie" kamienie, gałęzie i inną materię.
Dlaczego o tym? Teraz próbuje nastraszyć mnie Artur Urbanowicz, którego książkę zacząłem czytać. Tytuł? A jakże: „Gałęziste”…  dobra nazwa.
Pisałem już o tym wielokrotnie, że wszystko, co związane z naszymi terenami mnie interesuje… musiałem zatem i w tej materii się zanurzyć (ale „jeziornie” mi to wyszło), choć nie przepadam za takimi wrażeniami, bo trochę „horrorowata” to pozycja.
Zastanawiam się, czy autor chciał w ten sposób promować Suwalszczyznę, czy raczej jednak ludzi wystraszyć dzikością, ludycznością, legendarnością i taką trochę pierwotnością…
Niewiele jest powieści osadzonych na naszym terenie i przyznam, że zaciekawiła mnie ta nowość.
W sumie lekko się to czyta i chyba o to chodzi.  Mogę się przyczepić trochę do nadużywanie słowa „puszcza” w odniesieniu do lasu zaledwie… i do takich „przewodnikowych” opisów miejsc…  ale to raczej skierowane jest do innego typu odbiorców, napływowych bardziej,
Zastanawiam się zawsze przy tego typu literaturze, dlaczego bohaterowie, mimo wyraźnych sygnałów o zbliżającym się  „złym”, zawsze lazą (bo inaczej tego nie można nazwać) w jego objęcia… Wiem, wiem… konwencja taka. Choć z konwencją zerwał onegdaj Sergiusz Piasecki w „Kochanku Wielkiej Niedźwiedzicy”… Piasecki jest mistrzem budowania napięcia… z którego nic nie wynikało. Ależ przyjemnie się rozczarowywałem…
Czytam, czytam, a tu nagle nadarza się okazja, żeby zweryfikować organoleptycznie występowanie, innych niż naturalne, zjawisk podwodnych w Gałęzistym.  Łukasz zaprosił na podglądanie nurkowania.

 fot. Hubert, takie gałęziste Gałęziste

M: Bardzo fajnie rozbryzgiwał się lód i woda  pod wpływem uderzeń siekiery. Śmiałem się, że mogę zrobić  zdjęcie reklamowe  pod hasłem „Fiskars rąbie wszystko i w każdych warunkach”.
H: Zna ktoś przedstawiciela wyżej wymienionej firmy? Siekiera to częsty rekwizyt… w lesie i w horrorach.

fot. Miłosz

fot. Miłosz

fot. Hubert

fot. Hubert, Miłosz przy pracy nad reklamą siekiery, ależ poświęcenie...

fot. Miłosz, rzeźbili i wyrzeźbili
 
M: Tata, podczas gdy Ewa była pod wodą, znalazł stare krzesło. Jak zwykle zaczął fotografować to, co znalazł, a ja się do  niego przyłączyłem. Fajnie wyglądał cień tego krzesła na śniegu.
H: Lubię krzesła. Są takie oczywiste. Trochę ta oczywistość znika, jak postawimy taki mebel w „nienaturalnej” scenerii. Czy zamarznięte jezioro jest taką scenerią? Taki wyrwany z kontekstu fragment z książki Urbanowicza: „To było w tym wszystkim najdziwniejsze, na całej swej powierzchni tafla jeziora [Gałęzistego – przyp. cytującego] wciąż była gładka jak stół”.  I co? Postawiłem krzesło na stole. Taka nienaturalność!

 fot. Miłosz

fot. Miłosz

fot. Hubert, Emil narysował i teraz robi zdjęcie... a krzesło... "cieniuje"
 fot. Hubert

H: Lubię też kontrasty. Na zdjęciach nie zawsze dobrze to wygląda, bo i o prześwietlenie (lub nie) łatwo. A tu Emil jeszcze tak ładnie zapozował w tańcu na lodzie… Nie mogłem się powstrzymać. Bohaterka książki Urbanowicza zauważyła dopiero na zdjęciach tajemniczą postać… czas zacząć poszukiwania w tych moich półcieniach... Emila się nie boję.

fot. Hubert, ależ chodzi...

fot. Hubert, Miłosz też się przyczaił na Emila

fot. Miłosz i Emila niepokój twórczy...


M: Widziałem na filmie jak fajnie bąble rozchodzą się pod lodem, bo szukają przerębla. Tworzą się takie obrazki.

Ja jednak sam bym nie wszedł pod lód, bo bym bał  się, że nie trafię do wyjścia. Dlatego rysowaliśmy takie kreski ze strzałkami na lodzie, żeby od spodu było je widać z daleka. Nurkowie mieli też taki kołowrotek z linką, która nazywa się „poręczówka”, żeby potem łatwo było wrócić. Tak jak w micie o Ariadnie.

a teraz krótki filmik z dzisiejszego nurkowania.
Także spod wody...


fot. Hubert, Łukasz liczy na śrubę...

fot.Miłosz, Ewa nad...

fot. Hubert, Ewa pod...

fot. Hubert, Emil coś zobaczył?
 
fot. Hubert

fot. Hubert

H: Autor „Gałęzistego” takie kwiatki składniowe i stylistyczne nam jeszcze serwuje: „Nie wiedzieć czemu niezależnie od siebie wyobraziła sobie, że właśnie teraz, gdy obydwoje byli odwrócenie od Gałęzistego plecami, w pewnym miejscu na jego tafli, z dala od brzegu… coś zaczęło się bardzo powoli spod niej wyłaniać. Centymetr po centymetrze, coraz wyżej i wyżej… Wydawało przy tym niski pomruk (…) nie wiedziała, co to jest, były to już wyższe poziomy abstrakcji  jej bujnej wyobraźni, ale nie potrzebowała tej wiedzy, by stwierdzić, że i tak było to wystarczająco idiotyczne”. Gdybym nie wiedział co się tam wynurzyło… to powiedziałbym: nurek.     

A nasi nurkowie? Wyszli wszyscy cali z czeluści podlodowych. Nic nie widzieli tajemniczego, nadprzyrodzonego, strasznego…  tylko jakieś gałęzisko obrośnięte, trochę formacji bąbelkowych i wiele zieloności. Mój szczupak, też już chyba padł…

A jak ktoś nie boi się bać, to niech przeczyta „Gałęziste”. 

fot. Hubert, Przez gałęzie i dwie opcje przezierają...
po prawej powietrze (w butli), a po lewej siekiera...


1 komentarz:

  1. Ja lubię nurkować ale w ciepłe dnie, a nie zimne :P Podziwiam!

    OdpowiedzUsuń