niedziela, 10 stycznia 2016

O pocztówce z Irkucka, śniegu (w małych ilościach), lodzie i łyżwach...



H: Podobno tematy leżą na ulicy (faktycznie biało za oknem, a lód na jeziorach). Podobno wszystko może być tematem. Ja temat znalazłem w skrzynce na listy. Tak.  Jest coś takiego, w co czasem, oprócz niepowtarzalnych ofert i rachunków, listonosz wrzuci tak zwaną widokówkę. 
Dostaliśmy przedwczoraj pocztówkę z zimnej krainy… a dokładnie z Irkucka. 
Piotrek Malczewski (zobacz stronę podróżnika) pisze, że Bajkał zamarza i śniegu dużo („moc”)… Tam śnieg był już w listopadzie… a u nas dopiero od niedawna i do tego niewiele… może zaraz zniknie… No właśnie o tym wywołanym śniegu i lodzie dzisiaj… zanim zniknie…
M: Dostaliśmy pocztówkę od pana Piotrka. To już kolejna z tak daleka.

fot. Hubert, Miłosz na lodzie poszukuje motywu (zdjęcie sprzed roku)
 
H: Piotrek któryś raz już sprawia, że moje dzieci mogą zobaczyć jak wygląda prawdziwy znaczek i słowo pisane.  Wielce mu za to dziękuję… Co prawda nadawca jest już w domu, ale korespondencja miała widoczniej więcej zakrętów.
Patrzę na kartkę „przybitą” do tablicy korkowej i myślę, że pogubiliśmy się trochę w tej elektronicznej i wirtualnej stronie życia… Sieć nas oplata coraz ciaśniej, aż tchu brakuje od tego ciągłego poszukiwania akceptacji „kciukowej”. Na korytarzu w mojej szkole widać mnóstwo „zaniebieszczonych” postaci. Oni już nie rozmawiają ze sobą. Wolą patrzeć w ekran… i raczej nie ma od tego odwrotu. 
Myślałem kiedyś, że nie doczekam czasów gdy powiem: „za moich czasów było inaczej”. Chyba się starzeję… raczej nie „chyba”…
Ale inaczej było, bo nawet śniegu większe ilości zalegały w okolicy (o czym świadczyć mogą zdjęcia historyczne).

fot. Hubert, tak bywało onegdaj... przed zakupem rakiet śnieżnych.
 (trzy zdjęcia z Suwalskiego Parku Krajobrazowego)


Środa. Rano.
H: Dziś był wolny dzień, a słyszałem, że róże zakwitły na tafli Wigier i chciałem je sfotografować. Miałem jechać z Miłoszem, ale (uwaga, bo chyba pierwszy raz w tym roku) padał śnieg i raczej szarawo było. Blacha taka na niebie. Nie budziłem Młodego i pojechałem sam… bez przekonania… Śniegu może i nie za dużo spadło, ale i tak wystarczyło by skryć przed moim okiem ten kwiatopodobny twór zimowy, po który przyjechałem. Zrobiłem krótki spacer w szarościach i błękitach, a biel sypała w oczy i na aparat… Śnieg wokół, a lód pode mną i mnóstwo śladów po łyżwiarzach…  

 fot. Hubert, tak było rano na "Piaskach"

fot. Hubert, miała być róża, a jest motyl, nie zapadało, bo przycupnął gdzieś pod świerkiem

fot. Hubert. a tu taka formacja...

fot. Hubert

H: Lód ma różna barwę… a właściwie woda pod nim, która  sprawia, że nabiera on czasem przedziwnych kolorów. Mam przed oczami lód na Bajkale, który widziałem na prezentacjach Piotrka. Klarowność, kolor, spektakularne pęknięcia. U nas jest raczej trochę mniej widowiskowo, ale jest. Najlepiej widać to z powietrza lub wiosną.

fot. Miłosz, liść trzcinowy...

fot. Hubert, Hztrzciny... taki prawie rebus...

M: Te zdjęcia lodu zrobiłem rok temu. Wtedy używałem eosa d30, obiektywu rosyjskiego i pierścieni do zbliżeń. Jedno zdjęcie trochę mi się kojarzy z „Gwiezdnymi Wojnami”.

fot. Miłosz, w nadświetlną... 
 
fot. Hubert, A tu taki kolor i ślimak uwięziony... skan ze zdjęcia (jeszcze "analogowego")

fot. Hubert, tym razem liść uwięziony... skan ze zdjęcia (jeszcze "analogowego")


fot. Hubert, Zaczyna odpuszczać, Wigry, Słupie... skan ze zdjęcia (jeszcze "analogowego")

fot. Hubert, a to ze środy, Kot łapie żabę...
bo Hania zarzuciła mi dzisiaj, że nie mam wyobraźni i nie widzę w zwalonym pniu jaszczurki...
widok z kładki na "Piaskach", ta woda zawsze miała taki odcień...

 fot. Hubert, takie "misterności" strumyk pod Górą Zamkową dzierga...

fot. Hubert,a strumyk wpada do Szurpił, tak wyglądało jezioro w marcu... zdjęcie z paralotni

fot. Hubert, Hańcza, zdjęcie z paralotni

fot. Hubert, Hańcza, znany "parking" i pozostałości po nurkach,  zdjęcie z paralotni

fot. Hubert, lód na żwirowni koło Sobolewa, zdjęcie z paralotni

fot.Hubert, a kilka minut później i pod zachodzące słońce wyglądało to tak... 
na tafli widoczni wędkarze...

Środa. Południe.
H: Niektórych zima bawi, bo w końcu jezioro stało się wielką ślizgawką, a śnieg sprzyja tarzaniu (się). Dziś ruszyliśmy po raz kolejny nad suchary… dziewczyny na łyżwy, a my na ślizganie i zdjęcia. Pogoda znów zaskoczyła, ale tym razem  słońcem, choć rano nic na to nie wskazywało…
Tuż za Suwałkami zobaczyliśmy stado saren. Wysadziliśmy Miłosza z samochodu przy krzakach, a on pomknął niczym wytrawny traper na spotkanie z dziką przyrodą. 
M: Tata mówi, że sarny mają problem z kolorami. Jak ktoś jest cierpliwy, to może podchodzić do nich tylko wtedy jak spuszczają głowy i  jedzą. Taka trochę zabawa w „Pająka i muchy”. Trzeba w odpowiednim momencie znieruchomieć jak podniosą głowy. Udało mi się dość blisko podejść do kolejnych krzaków i tam trochę za pewnie się poczułem, bo dostrzegły jakiś ruch i uciekły, ale dwie odważne jeszcze na mnie patrzyły.

fot. Miłosz, jak widać sarna patrzy, ale nie widzi... a Miłosz stał na otwartej przestrzeni...

fot. Miłosz, jedna już coś czuje... i prawie widzi...

fot. Miłosz, a tu już po zdemaskowaniu trapera i po kilku susach pod górę... ciekawość jednak... 


M: Zaskoczył mnie jakiś pan, który jechał przez środek jeziora na rowerze, ale i tak zrobiłem mu zdjęcie. Hania próbowała jeździć na łyżwach, ale nie była do końca zadowolona, bo jeszcze nie za dobrze jej to wychodziło.  Ja ślizgałem się na butach. 

fot. Miłosz, taka forma sportów zimowych...

fot. Miłosz, a tak przyglądała się nam się w środę sikorka bogatka...
fot. Miłosz, Hania na łyżwach, a Miłosz na butach po wyślizganym...  ważne, że po jeziorze...

 fot. Hubert, a tak wyglądała jazda na łyżwach w cywilizowanych warunkach.
Sztuczne lodowisko w parku... przed laty (zdjęcie z paralotni)

fot. Hubert, a tu jeszcze jedna ciekawostka łyżwiarska... Kto wie?
Taki skomplikowany tor przygotował sobie ktoś na jeziorku przed Prudziszkami...
widać nawet dwóch jeżdżących (zdjęcie z paralotni) 
jedni widzą tu głowę sowy... inni kaczki... taka wyobraźnia.
 

Niedziela. Południe.
H: Znów na Czarne (często mylnie zwane Krzywym, a to wszak nie te), bo czas (jak zwykle) ograniczony, no i łyżwy... i suchary, a w sucharach jest coś… chyba już o tym pisaliśmy (zobacz wpis: Atak na suchary). Znów po kładce nad „płem”, choć dziś spokojnie można wskoczyć na miękki dywan mchów… który już nie jest miękki.

fot. Miłosz, "zdziś"

 fot. Hubert, drugi "zdziś"

fot. Hubert, Huby lekko przyprószone...

fot. Hubert, a kładki w naszym parku narodowym  też są plastyczne... dziś takie...

fot. Hubert, w środę taka na "Piaskach"... i  wcale nie musi być prosto...

fot. Hubert, a taka kładka  była wiosną, była bo już jej nie ma... jest kompozytowa...
pod wodą trzyma się jeszcze lód...

 M: Nad sucharem mama wypatrzyła orła. Zobaczył nas i zmienił kierunek lotu. Bardzo chciałem, żeby zwrócił i usiadł na drzewie, ale wcale mnie nie posłuchał. Na szczęście zdążyłem jeszcze zrobić mu zdjęcie.

fot. Miłosz, i taka dzisiejsza niespodzianka nad sucharem IV, przed łyżwami jeszcze...


H: Dziewczyny na łyżwach drugi raz w tym roku… A Hania już zasuwa...

fot. Hubert 



1 komentarz:

  1. We Wrocławiu dzisiaj pierwszy raz zapisałem (zapisuję temperatury i ciśnienie od lat 70-ch) ujemną temperaturę. Obficie kwitną przebi - co przebi? nic przebi. Po prostu wyszły z ziemi, krokus i inne jakieś żółte kwiatki. W ubiegłą niedzielę widziałem jabłonkę (chyba to jabłonka) pełną różowych kwiatów.
    Gdzie te zimy? Chociaż jak ma się prawie sto lat - to jednak wolę aby nie było za zimno i - przede wszystkim - ślisko. Dobrze walnąć się o glebę i może skończyć się równią pochyloną w dół - ze zdrowiem.
    A ja nie mam właściwie swoich stron rodzinnych. Konopki co prawda wywodzą się gdzieś z suwalszczyzny (nawet są miejscowości o takiej nazwie), ale wojna wszystko pokręciła. "moimi stronami były miejscowości w Estonii, potem Jelenia Góra, potem Wrocław - już prawie 64 lata...
    Pozdrawiam@!

    OdpowiedzUsuń