piątek, 29 grudnia 2017

Zimowy spływ Rospudą w nurcie wyjątkowo bystrym. Relacja Miłosza



M: Wczoraj spłynęliśmy Rospudą w naszym kanu, które nazwaliśmy „Czajka”. Niestety nie było śniegu, co przy temperaturze 5 stopni jest raczej normalne. Mieliśmy kilka przygód, bo prawie się wywróciliśmy w szybkim nurcie, dwa razy drzewa ukradły nam wiosła i spotkaliśmy ptaka (pluszcza), który występuje częściej w górach niż u nas. W tym wpisie to ja będę opowiadał, a na końcu pokażemy krótki filmik z naszej przeprawy (z cyklu w80 sekund. Filmy z Suwalszczyzny).

fot. Hubert, zima bez śniegu, "Czajka" podczas przeprawy (o naszego sponsora kayakzone.pl), a obiektyw lekko zamglony... dwóch załogantów, a wiosła trzy. I tak już zostanie.
 


M: Dojechaliśmy na miejsce startu w Dowspudzie.  Tata zostawił mnie przy brzegu Rospudy i pojechał do Świętego Miejsca, żeby tam zostawić samochód. W tym czasie przywiązałem wszystko w kanu i zdałem sobie sprawę, że wodoodporny pokrowiec na lustrzankę przestał być wodoodporny w kilku miejscach, więc skleiłem go szybko taśmą i wtedy przyjechał tata z dziadkiem Ryśkiem, który trochę niechcący wziął udział w naszej wyprawie.

Wsiedliśmy w kanu i popłynęliśmy.  Na początku było spokojnie, choć stan wody był wysoki i nurt dość szybki. Płynęliśmy przez łąki i wtedy pojawiła się pierwsza przeszkoda. Była to kładka pod którą normalnie dało się przepłynąć latem, jednak dziś było znacznie gorzej i musieliśmy cali schować się w kanu żeby przepłynąć.  Widać to na naszym filmiku. Wszystko szło na razie ładnie.

fot. Hubert,  przemyślenia przed kładką... płynąć, czy przenosić...


M: Ja robiłem zdjęcia i nagrywałem film. I wtedy przed nami pojawiło się zwalone drzewo.  Kiedy do niego dopłynęliśmy, to musieliśmy przedzierać się przez gałęzie i  wiosło zaczepiło mi się o gałąź i wypadło z rąk. Na szczęście mieliśmy jedno zapasowe z aluminium i tworzywa, bo tata powiedział, że lepiej mieć niż nie mieć.
Szybko wziąłem więc to awaryjne wiosło w ręce i jakoś udało się nam pokonać te przeszkody, a nawet dogonić odpływające wiosło. Kiedy już zrównaliśmy się z pagajem, to chciałem wyciągnąć go ręką, jednak zapomniałem o rękawicy, która potem była cała mokra. Tata trochę się dziwił jak mi gałęzie mogły wyrwać wiosło. A kilkanaście minut później już tylko się śmiał, bo kolejne gałęzie wyrwały mu pagaj. Dobrze, że był zapasowy, bo od teraz już chyba nigdy nie popłyniemy bez awaryjnego wiosła i wszystkim pływającym też radzimy mieć na pokładzie jedno lekkie wiosełko.

fot. Miłosz, na fali, tu jeszcze słabo kołysało... i można było robić zdjęcia (potem było różnie)

M: Kiedy przepłynęliśmy pod mostem zobaczyliśmy dziwnego ptaka, który okazał się być pluszczem. Był to cały ciemny z białym podbródkiem.  Odlatywał kawałek i siadał na jakimś pieńku. I tak kilka razy. Tata był podekscytowany i mówił, że nigdy nie widział go u nas. Ponoć słyszał od kogoś, że gdzieś nad Czarną Hańczą się pojawił, ale teraz sami mieliśmy dowód.
Pluszcz to ptak, który potrafi nurkować i biega po dnie pomagając sobie skrzydłami. W internecie przeczytałem, że pod wodą może przebywać 30 sekund i biega nawet pod prąd. Łatwiej go spotkać w górskich potokach, ale jak się okazuje jest także nad Rospudą. Może dlatego, że dziś miejscami rzeka miała bardzo silny prąd i mocno nas kołysało. Musieliśmy kilka razy obniżać środek ciężkości i klęknąć na dnie, żeby się nie wywrócić.

fot. Miłosz, taki brzeg... a drzewa... lepiej niech na brzegu zostaną.
 

fot. Miłosz, brama...

M:  Następny kryzys pojawił się przy kolejnym drzewie, które całkowicie zagrodziło nam rzekę. Musieliśmy wysiadać i przerzucać kanu. Kolejny raz mogliśmy zobaczyć, jak nasza Czajka świetnie sobie radzi nie tylko w wodzie, ale i na lądzie. Jest to bardzo lekki sprzęt i łatwo się go przenosi i wrzuca na dach samochodu.

fot. Hubert, taka bariera...


M: Kiedy zbliżaliśmy się do końca trasy, to spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka w postaci kolejnego drzewa, na którym zawiśliśmy. Wydawało się, że uda nam się przepłynąć górą, jednak utknęliśmy i silny prąd zaczął nas niebezpiecznie obracać (to tez widać na filmiku). Tata powiedział, żebym przygotował się na kąpiel, bo sam przypiął pierwszy raz aparat do plecaka. Świadczyło to o powadze sytuacji. Na szczęście tata zaczął odpychać się od drzewa rękami w stronę brzegu  i udało nam się wysiąść. To było najbardziej niebezpieczne zajście, bo woda prawie wlała nam się do środka i nawet zaczynało nas wciągać pod drzewo.  Mało brakowało i pewnie byśmy się wywrócili. Dobrze, ze mieliśmy zapasowe ubrania w worku. Trzeba być przygotowanym na różne przygody.

fot. Hubert, obiektyw wciąż "zamglony"... bo mokro
 

M: To była ostatnia przygoda, bo już za chwilę dopłynęliśmy do Świętego Miejsca (o tym już pisaliśmy tu "O sacrum zwizualizowanym, czyli ikonopisaniu Reni (w Sejnach)… i innych przedstawieniach (na Świętym Miejscu nad Rospudą) "), zdjęliśmy mokre ubrania i napiliśmy się gorącej herbaty, bo wcześniej nie było na to czasu. 

Zobacz nasz filmik z zimowego spływu Rospudą... i kilka przygód w wartkim nurcie.

Film: Zimowy spływ Rospudą. w80 sekund
czas trwania: 80 sekund
realizacja: Miłosz i Hubert Stojanowscy 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz