wtorek, 3 września 2019

O spływie Szeszupą i pięciu jeziorach na trasie (#26jezior)


H: Szeszupa to trudna rzeka. Raczej płytka. Raczej kręta. Raczej trudna. Ale w obrębie Suwalskiego Parku Krajobrazowego przepływa przez pięć jezior… a to akurat bardzo nam pasowało, bo projekt #26jezior trwa. Cmentarzysko milionów małż, mnóstwo zimorodków, orlik krzykliwy, czaple, żurawie… wszystko na trasie i w zdjęciach. A na końcu wpisu filmik...

fot. Agnieszka, niby projekt 26 jezior... a tu rzeka. Piękna rzeka. Szeszupa


H: Koniec wakacji wiąże się zwykle  intensyfikacją działań wszelakich. To taka próba nadrobienia straconego czasu, którego na początku wakacji było dużo (tak się wydawało). Dlatego rodzinnie ruszyliśmy na wody Szeszupy. Kanadyjka (jako wsparcie logistyczne) z trzema osobami na pokładzie i jeden z naszych projektowych kajaków grenlandzkich.. Samochód zostawiony na początku trasy… a rower jak zwykle ukryty w krzakach na końcu spływu. 

fot. Hubert, start w Udziejku

fot. Agnieszka, taka seria...a najpierw burłaczenia kawałek
 

 

Przy okazji test nowego wiosła do kanu. Jest dobrze (dopasowane do mojego stylu wiosłowania i  trudnych warunków na rzece) 
 

Było i "na oklep"
 

 

czasem było ciasno w zakrętach
 

 

Jezioro Gulbin 

H: Teoretycznie kajak z cechami wybitnie morskimi – wąski (56 centymetrów) i długi (5 metrów) – nie powinien pływać po rzekach. Szkoda sprzętu i powożącego. Do tego nasz jest kryty płótnem… W teorii mało wytrzymale pokrycie. Rozmawiałem nawet o tym z Marcinem (projektantem Kotika), ale on twierdził, że materiał wytrzyma konfrontację z rzecznymi kamieniami i korzeniami (tymi mniej ostrymi). Robił testy. Rację miał. 


fot.  Hubert


fot. Agnieszka, Białe (auto) na górze... i białe na dole (kajak). Droga do Smolnik nad nami.



Krejwelek

takie kołki...






H: Perspektywa opłynięcia pięciu jezior  projektowych w jednym dniu była niezwykle kusząca. Dlatego ruszyliśmy na spływ.

Start tradycyjnie w Udziejku kolo młyna… i tu nie tak od razu wsiedliśmy w sprzęty pływające, albo wsiedliśmy niedosłownie. Najpierw trochę burłaczenia (ciągnięcia po płytkiej wodzie), a potem Miłosz „na oklep” na  kajaku, a ja z jedną nogą poza kanu. 
Wąsko, ciasne zakręty i dużo trzcin. Tak było do jeziora Gulbin. W sumie i tak sukces, bo Miłosz tylko raz się zaklinował w jednym z zakrętów (jak na całą trasę, to  bardzo dobry wynik).
Mimo utrudnień, zwalonych pni, zatorów i płytkiej wody, bardzo dobrze się nam płynęło. Zawiodła niestety technika. Rwany sygnał GPS doprowadził do dziwnych sytuacji w zapisach naszych tras wokół jezior. Okazało się, że czasem pokazywał krótszą trasę (pływaliśmy zdecydowanie bliżej brzegu niż na tych zapisach)… albo dłuższą (nawet po okolicznych polach… co w kajaku było raczej niewykonalne). 

np. Krejwelek, a trasa była znacznie bliżej brzegu. Do tego źle oznaczyło nam start...Idea jednak widoczna. Wpływamy na jezioro. Kajak robi "rundę honorową" wokół... i musi jeszcze cisnąć do ujścia...

A na Postawelku GPS  pokazuje, że udało mi się część trasy pokonać lądem.  Dobry kajak i po ziemi śmiga...

H: Szeszupa zaskoczyła nas pozytywnie. Przede wszystkim brakiem ludzi na trasie i częstym brakiem zasięgu. Czyli na plus. Do tego mnóstwo zimorodków (tylu nie widziałem na żadnym moim dotychczasowym spływie). Ale największym zaskoczeniem było cmentarzysko muszli po małżach. Od jeziora Gulbin całe dno Szeszupy zaścielone było tymi muszlami (widać to też na filmie) i tak prawie na całej trasie. 

fot. Agnieszka... "morze" małż na całej szerokości rzeki 

fot. Hubert, i pod wodą...


fot. Miłosz

fot. Hubert

fot. Agnieszka, jezioro Przechodnie
 

 fot. Agnieszka
  

fot. Miłosz, ja na Postawelku...

 


H: Ta rzeka jest trochę przewrotna, bo swe źródła ma kilkadziesiąt metrów od koryta Czarnej Hańczy (w okolicach Turtula). I zamiast iść na skróty, wybrać trasę najprostszą i najlogiczniejszą… łamie schematy. Wybiera trasę w zupełnie inną stronę. A na tej trasie nabiera mocy (i szerokości).

Kolejne pięć jezior dopisujemy do projektu. A do tego Szeszupa, rzeka, którą teoretycznie nie powinno pływać takim kajakiem jak nasz. Powiem tak. Jak ktoś nie lubi „tras gęstego ruchu sezonowego” (jak na Czarnej Hańczy czy Rospudzie), to Szeszupa jest świetną alternatywą… i do tego ta ciągła niewiadoma… co nas czeka za kolejnym zakrętem. Tu raczej nie da się wsiąść na początku spływu w kajak i wysiąść na końcu. Przygoda czeka.

Wniosek jest taki. Jak Kotik przeszedł test Szeszupy… to na każdej wodzie sobie poradzi. 

 fot. Agnieszka


60 sekund naszej przeprawy po Szeszupie (i pięciu jeziorach)




________________________________________________________________
 A kto nam pomaga w realizacji pasji ku chwale Suwalszczyzny? Zobaczcie poniżej naszych przyjaciół projektowych… a miejsce jest także dla Was. Zapraszamy do współpracy.
 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza