poniedziałek, 1 stycznia 2018

O grodzisku jaćwieskim w Cisowym Jarze i Górze Szeskiej, która Narnią nam się objawiła.



H: Słońce jest od jakiegoś czasu wyjątkowo wstydliwe i rzadko się nam objawia. Dlatego dziś  dużo będzie (pod)słońca, bo okazja się nadarzyła.  Odwiedziliśmy wreszcie grodzisko  w Cisowym Jarze i rykoszetem Górę Szeską. Chcemy odwiedzić wszystkie okoliczne grodziska…i to właśnie kolejny etap tej zachcianki.
Znaleźliśmy nawet trochę zimy… tej zimy... na 309 metrach (a jak w wysokich górach). Taka Narnia (trochę) na Szeskich Wzgórzach…

fot. Hubert, słońce łaskawe w Cisowym Jarze. Taki klimat. 

piątek, 29 grudnia 2017

Zimowy spływ Rospudą w nurcie wyjątkowo bystrym. Relacja Miłosza



M: Wczoraj spłynęliśmy Rospudą w naszym kanu, które nazwaliśmy „Czajka”. Niestety nie było śniegu, co przy temperaturze 5 stopni jest raczej normalne. Mieliśmy kilka przygód, bo prawie się wywróciliśmy w szybkim nurcie, dwa razy drzewa ukradły nam wiosła i spotkaliśmy ptaka (pluszcza), który występuje częściej w górach niż u nas. W tym wpisie to ja będę opowiadał, a na końcu pokażemy krótki filmik z naszej przeprawy (z cyklu w80 sekund. Filmy z Suwalszczyzny).

fot. Hubert, zima bez śniegu, "Czajka" podczas przeprawy (o naszego sponsora kayakzone.pl), a obiektyw lekko zamglony... dwóch załogantów, a wiosła trzy. I tak już zostanie.
 

wtorek, 26 grudnia 2017

(Nie)wiosna grudniowa nad Wigrami… czyli reminiscencje w kałuży.



H: Dziwna zima w tym roku na Suwalszczyźnie. Nie pamiętam tak wysokiego stanu wód okolicznych, a wszystko jakby podtopione i  przesiąknięte do granic możliwości. W powietrzu czuć wiosnę (!)  i dlatego śniegu na zdjęciach nie będzie, ale będą odbicia w herbacie. Bo takie określenie padło w odniesieniu do koloru wody bagiennej okolic  Piasków. Dziś przynajmniej było trochę słońca… żaby się budzą… Wiosna jak nic tej zimy.

fot. Hubert, nad przepaścią... czyli dziwna wiosna tej zimy...

sobota, 23 grudnia 2017

(Się) posypało… ostatnio i dziś.



H: Jakoś tak się złożyło, że się nie składało ostatnio…  Materiał był (i jest), ale nie było kiedy go przeanalizować, obrobić  i w konsekwencji wrzucić na blog. Proza życia.
Cieszy jedynie to, że niektóre osoby wyraziły swój niepokój o częstotliwość wpisów… ale już chyba jesteśmy na prostej, bo święta. (Prawie) wszystkiego zatem! Tak przy okazji.

fot. Hubert, (Się) sypie. Dziś.
 

niedziela, 12 listopada 2017

Historia noża (i) Andrzeja Strumiłły i noży zrobionych specjalnie dla nas.



H: Przedmiot (nie)zwykle użytkowy… nóż, będzie dziś punktem zaczepienia.  Piszemy nietypowo, bo o przedmiotach, w których powstanie ktoś włożył niemały trud i potem z niemałym trudem ich używał. Czyli piszemy też o ludziach. Okazuje się, że Andrzej Strumiłło własnoręcznie zrobił sobie nóż i ruszył z nim w tajgę…  i ten nóż staje się pretekstem do przedstawienia jednego z naszych dzisiejszych bohaterów, który z Suwalszczyzną jest bardzo mocno związany. Obchodzimy wszak Rok Andrzeja Strumiłły i wiele materiałów powstało już na ten temat… Dlatego my włączamy się w ten nurt, ale piszemy tak trochę inaczej. Użytkowo znaczy.  Do tego dołożymy kilku innych bohaterów i kilka historii… z nożem w tle.

Fot. Hubert, Andrzej Strumiłło w swojej pracowni w Maćkowej Rudzie.
 

poniedziałek, 23 października 2017

O tym jak blisko można podejść do przyrody. Kolejny raz w Puszczy Białowieskiej.



H: Rok nas nie było w Puszczy Białowieskiej… prawie dokładnie. Mimo padającego deszczu (w sobotę) trochę się po Puszczy rozejrzeliśmy. I nie tylko po Puszczy, bo Hania szczególnie mocno chciała zobaczyć choć przez chwilę Lolka, psa i bohatera książki Adama Wajraka.  Pojawi się też w naszej historii klasyka, czyli bardzo bliskie spotkanie z żubrem (najczęściej chyba fotografowanym w okolicy) w odsłonie leśnej (raczej leniwej, bo leżącej  w sobotę) i przestrzennej (w niedzielę przynajmniej stał).  Odwiedziliśmy także Dziedzinkę, miejsce w którym żyła bardzo blisko przyrody Simona Kossak, a na koniec pokażemy zdjęcia Huberta Gajdy. Zdjęcia, które nie miały prawa powstać…  a powstały. Takie (bardzo) bliskie spotkanie z przyrodą.

fot. Miłosz,  sobotnie spotkanie w Puszczy, my bliżej do wolno (dwuznaczność taka) chodzącego żubra już nie podejdziemy... 

niedziela, 15 października 2017

Biebrza jesienią żurawiami stoi (i łoś też być musi), a jesień kolorystycznie obłapia.



H: Dziś szybki (rodzinny) wyjazd nad Biebrzę.  Dobrze, że słońce wyszło po południu, bo kolory jeszcze intensywniej nas zaatakowały… Kolory nie kłamią. Dźwięki nie kłamią. Żurawie i gęsi znów „zakluczają” nam  przestrzeń jesienną. Trochę smutno... ale pięknie. Same zdjęcia dziś...

fot. Hubert 

sobota, 14 października 2017

Po drugiej stronie lustra… czyli nasza wspomnieniowa wystawa w Muzeum Wigier.



H: Wczoraj, w Muzeum Wigier, pokazaliśmy kilka zdjęć podwodnych z cyklu „Po drugiej stronie lustra”. Był to ostatni etap naszej akcji (Wy)nurzeni. Ekspedycja wigierska i takie „statyczne” (bo zdjęciowe)  wspomnienie właśnie udostępniliśmy na ścianach muzeum.   A i nostalgia dopadła, bo przez rok nurkowaliśmy w wielu jeziorach (i kilku rzekach) Wigierskiego Parku Narodowego. Przygoda wielka i wielkie wsparcie Wielu (tu zobaczysz wszystkie wpisy wspomnieniowe - zobacz relacje i zdjęcia ).
Kilka zdjęć zatem…  A tym, którzy przybyli (mimo trudnych warunków na wielu frontach)… bardzo dziękujemy!

 


sobota, 30 września 2017

Organek w Suwałkach… "w imię ojca i syna".



H: Długo to trwało… ale w końcu Tomek Organek trafił do Suwałk, do miasta, w którym przez kilka lat uczył się w III LO. Nie robimy zazwyczaj zdjęć na koncertach… ale zwyczaje czasem łamiemy. Dla Organka. Dziś zatem kilka zdjęć z dwóch stron sceny, bo jest nas dwóch. Ojciec i syn.

fot. Hubert, taka światłość nastała w Suwałkach...
 

niedziela, 10 września 2017

Oko w oko z jeleniami i… tumakiem. Byłem w końcu krzakiem…



H: Rymowany tytuł wpisu mi się zrobił, bo dziś samotnie bawiłem się w podchody i udawałem krzak. W czasie rykowiska podejście do byka nie jest jakimś spektakularnym wyczynem, bo jelenie z wiadomych powodów są lekko  otumanione. Do tego, co jakiś czas, odgłos natury doprowadza nas  we właściwe miejsce. Teoretycznie… bo w praktyce bywa różnie. Dziś jednak miałem satysfakcję, bo podchód (w miarę) udany. Pozostaje mi tylko wcielić się (nieudolnie) w rolę Michała Sumińskiego (starsi pamiętają pewnie Zwierzyniec)… i opowiadać,  ale ani wiedzy, ani wąsa takiego nie mam. 

fot. Hubert, mój pierwszy "leśny" jeleń
 

sobota, 9 września 2017

O tym, co kryło się na dnie w jeziorze Mulicznym. Odsłona druga. Tym razem jesienna.



H: Lubimy szukać skarbów. Lubimy jezioro Muliczne. Lubimy Wigierski Park Narodowy. Dlatego odwiedziliśmy dziś  stare miejsce (bo już odwiedzane), w starym składzie (bo nawet Jacek przybył z daleka i nas wspomagał). Kolejny dzień poszukiwań za nami i choć widoczność pod wodą (po ostatnich deszczach) raczej słaba, to i tak bawiliśmy się świetnie, a dwa worki udało się zapełnić śmieciami bardzo historycznymi (PRL nam się objawił).  I dziś taka szybka fotorelacja… 

fot. Hubert, taka ekipa na sprzątaniu podwodnym Mulicznego
 

czwartek, 31 sierpnia 2017

O kolejnym czatowaniu (całkowicie off-line) i spotkaniu z Duchem Lasu, bielikiem na kołku i innymi stworami.



H: Czatowanie na obiekt godny sfotografowania nie jest takie łatwe, a już na pewno nie jest wygodne… chyba, że… leży się w hamaku. Czasem tak jest, że człowiek czeka długo i (prawie) nic z tego czekania nie wynika. A czasem jedzie sobie na wycieczkę rowerową i w sercu Suwalskiego Parku Krajobrazowego spotyka bielika. Trochę tego "podglądania" nam się uzbierało... dlatego dziś "wynurzenia" z kilku ostatnich akcji.

fot. Miłosz, dziś przed świtem taki Duch Lasu "maznął"  nam się przed obiektywem. Onegdaj Staszek Woś powiedział mi, że czasem takie "przypadkowe niedoskonałości" da się zaakceptować. Ducha Lasu  akceptuję...  z jego rozmazaniem i szumami.