H: Dziś rano udało się polatać trochę. Warunki były bezwietrzne, dlatego pojawiłem się w wielu miejscach Suwalskiego Parku Krajobrazowego... i te miejsca teraz pokażę. Taką mam koncepcję.
H: Już nic nie szeleści, luzy zniknęły… i sezon wybucha jak wiosna (taka parafraza
Organka). „Jaszczur” gotowy do jazdy dzięki szybkiej i fachowej ekipie
serwisu(i sklepu), naszego partnera.
Czyli Góra Rowerska kolejny raz doprowadziła nas do porządku.
H: Wczoraj rano byliśmy z Miłoszem w Wigierskim Parku
Narodowym.Zima wtedy była. Po południu
też byliśmy w tych samych miejscach… i była już wiosna. Kilka godzin różnicy, a wizualnie zmiana nastąpiła potężna. Ciekawe doświadczenie, które uwieczniliśmy na
zdjęciach. Do tego żurawie klangorzyły aż miło... a Miłosz miło za nimi podążał.
fot. Hubert, rano śnieg pod stopami... a kilka godzin później wiosna
H: Znowu spotkałem łosia… a
dokładniej klępę. Z drogi. W planach nie miałem fotografowania, a apart jechał ze mną "na wszelki wypadek". Zazwyczaj jest tak, że brakuje mi ogniskowej i modele
(zwierzęta) raczej są zbyt małe w kadrze… a dziś zupełnie odwrotnie. Pierwszy
raz obiektyw był „za długi”, a obiekt za blisko… Krótszego obiektywu oczywiście nie
zabrałam (ale wnioski wyciągnąłem). Klępę
przydybałem przy samej drodze i niby mogłem próbować wyjść z samochodu, ale obawiałem się, że ją
spłoszę… i dlatego dziś takie zdjęcia. Bardzo bliskie.
H: Patrzył, ale nie widział.
Słyszał migawkę, ale (klucząc) szedł prosto na mnie… Taki lis przypadkiem mi
się trafił. Nigdy nie byłem tak blisko rudzielca, który nie miał świadomości,
że jest tak blisko człowieka. Najbardziej zaskakujące jest to, że stałem bez
jakiejkolwiek osłony… na skraju lasu (w Wigierskim Parku Narodowym). Taka przygoda.
H: Chwilowe przebłyski zimy nam się tylko trafiały w tym
roku… Odwiedziliśmy kolejny raz młyn Możdżera (nie
tylko Leszek jest z tego rodu) w Sobolewie.
Padał śnieg... przez chwilę. Wiało... przez chwilę. Czarna Hańcza... szumi
wciąż… a my zrobiliśmy kolejny filmik z cyklu: w80 sekund.
Miłosz tym razem
debiutuje jako autor muzyki i wykonawca w jednym (a to dopiero początek jego
działań)
H: Czasem i takie historie mi się trafiają. Piękne i bardzo
bliskie spotkanie z łosiem, który uznał, że jedzenie okolicznych jałowców
jest bardziej absorbujące niż gość (w jego świecie) z aparatem. A i śnieg
delikatnie zasygnalizował swą obecność w lesie sosnowym… Taka moja propozycja kilku zdjęć tego samego osobnika
w różnych aranżacjach przestrzennych (ładnie współpracował).
H: Miały być przejazdy na biegówkach... miały być łyżwy na Wigrach, a od kilku dni śnieg i lód w defensywie. I takie wczorajsze spostrzeżenia rodzinne (tylko fotograficzne) na tradycyjnej trasie spacerowej...
H: Zostaliście wykorzystani. Wszyscy… bo chciałem zrealizować swoje
(z definicji egoistyczne) marzenie… spotkania człowieka, który robi TAKIE zdjęcia
podwodne. Bartosz Stróżyński, nasz gość, to niezwykle barwna (i wielowymiarowa) postać,
a dziedzin sztuki uprawianej mnóstwo. Nazwa jego strony autorskiej sugeruje z
kim mamy do czynienia. Film, Muzyka, Fotografia (www.fimufo.pl), to obszary szczególnie mu bliskie. Warto
podejrzeć co tam wyprawia… ale teraz opowiemy, co wyprawiał w Suwałkach.
fot. Hubert, Spotkanie Bartosza z uczniami w ZST... mówił o bliskich spotkaniach z dzikimi zwierzętami... dystans, którego właściwie brak... widać na zdjęciu... (i tam i tu)
H: Zima wciąż nieśmiała.
Śnieg wciąż niestabilny. To znaczy nie
ma śniegu… bo jak się pojawia, to znika.
Ale przynajmniej teraz jest mróz, który poszukuje straconego czasu. A my tuż za
nim. Dziś znowu więcej zdjęć niż słów. A
lód i lud został odnaleziony.
H: Niniejszym powołujemy do życia Klub Niespokojnych. Nazwy chyba nie trzeba tłumaczyć... przynajmniej dlaczego w nazwie znalazło się słowo "niespokojnych". Mamy
partnera akcji - Bibliotekę Państwowej Szkoły
Zawodowej im. prof. Edwarda F. Szczepanika w Suwałkach… mamy już pierwszego
(sprawdzonego przez nas) sponsora, firmę CELS… tylko działać.
H: Dziś krótki (tekstowo) wpis o
chmarze łań (i młodych jeleni) złapanych na skraju lasu i o przemyśleniach o
korkowcu. Kto miał (przemyślenia i korkowca)… ten wie.
fot. Hubert, taka "licówka" dziś mi się trafiła... i nawet ją przechytrzyłem zimową porą (a zima jaka jest... każdy widzi na obrazku)