H: Długo to trwało… ale w końcu Tomek Organek trafił do Suwałk,
do miasta, w którym przez kilka lat uczył się w III LO. Nie robimy zazwyczaj zdjęć
na koncertach… ale zwyczaje czasem łamiemy. Dla Organka. Dziś zatem kilka zdjęć
z dwóch stron sceny, bo jest nas dwóch. Ojciec i syn.
fot. Hubert, taka światłość nastała w Suwałkach...
H: Rymowany tytuł wpisu mi się zrobił, bo dziś samotnie bawiłem się
w podchody i udawałem krzak. W czasie rykowiska podejście do byka nie jest
jakimś spektakularnym wyczynem, bo jelenie z wiadomych powodów są lekkootumanione. Do tego, co jakiś czas, odgłos
natury doprowadza nas we właściwe
miejsce. Teoretycznie… bo w praktyce bywa różnie. Dziś jednak miałem
satysfakcję, bo podchód (w miarę) udany. Pozostaje mi tylko wcielić się (nieudolnie)
w rolę Michała Sumińskiego (starsi pamiętają pewnie Zwierzyniec)… i opowiadać, ale ani wiedzy, ani wąsa takiego nie mam.
H: Lubimy szukać skarbów. Lubimy jezioro Muliczne. Lubimy Wigierski
Park Narodowy. Dlatego odwiedziliśmy dziś stare miejsce (bo już odwiedzane), w starym
składzie (bo nawet Jacek przybył z daleka i nas wspomagał). Kolejny dzień poszukiwań za
nami i choć widoczność pod wodą (po ostatnich deszczach) raczej słaba, to i tak bawiliśmy się świetnie, a dwa worki udało się zapełnić śmieciami bardzo historycznymi (PRL nam się objawił). I dziś taka szybka fotorelacja…
fot. Hubert, taka ekipa na sprzątaniu podwodnym Mulicznego
H: Czatowanie na obiekt godny sfotografowania
nie jest takie łatwe, a już na pewno nie jest wygodne… chyba, że… leży się w
hamaku. Czasem tak jest, że człowiek czeka długo i (prawie) nic z tego czekania
nie wynika. A czasem jedzie sobie na wycieczkę rowerową i w sercu Suwalskiego
Parku Krajobrazowego spotyka bielika. Trochę tego "podglądania" nam się uzbierało... dlatego dziś "wynurzenia" z kilku ostatnich akcji.
fot. Miłosz, dziś przed świtem taki
Duch Lasu "maznął" nam się przed obiektywem. Onegdaj Staszek Woś powiedział mi, że czasem takie "przypadkowe niedoskonałości" da się zaakceptować. Ducha Lasu akceptuję... z jego rozmazaniem i szumami.
A
Widowisko przednio zadziałało na zmysły, a i okoliczności zewnętrzne równie piękne.
Do tego jak zwykle w „Pograniczu”… wielokulturowo, wielonarodowo i magicznie…
Założyłem,
że będę sobie nawet fotografował, ale
zostałem „wrobiony” w filmowanie. Co zrobić. Filmowałem, a Miłosz robił
zdjęcia… wszystkie jego.
H: Chyba jednak jesień już blisko…
Kilka dni temu, koło wiaduktów w Kiepojciach przyłapaliśmy kilkanaście
bocianów, które miały jeszcze na dziobach oznaki młodości. Mogliśmy patrzeć jak
nakilkunastu metrach niezdarnie przygotowują
się do lądowania… Takie to nieporadne…
ale już za chwilę przecież ruszą w świat daleki i będą latały może nawet lepiej
niż rodzice… a Miłosz robi zdjęcia z powietrza... nawet sobie "znak wodny" przygotował. Idzie nowe...
fot. Miłosz, dzisiejsza praca w polu... (i Miłosza i jakiegoś rolnika)
H: Kolejne wyzwanie sportowe… siłowo, choć wcale nie na siłę, bo każda okazja do trenowania zmysłów (fotograficznych) jest dobra. Była już u nas na blogusiatkówka, piłka nożna (dziewczyn), a teraz
zawody siłaczy. Miłosz podjął się robienia zdjęć i teraz właśnie prezentujemy efekt
jego pracy. Taki festiwal siły
obiektywem Miłosza.
fot. Miłosz, tak jak wszystkie poniższe zdjęcia z wczorajszej imprezy nad Zalewem
H: Koniec wakacji... ale tych
wyjazdowych. Dziś zatem będziemy porównywać zagraniczne przestrzenie do tych
naszych. I wszystko pod wodą. Zatem przed Wami wpis o wczorajszym nurkowaniu sprzętowym w Jeziorze Staw i nurkowaniach
(sprzed kilku dni) w Morzu Czarnym. Próba porównania… także filmowa,
bo tam zarejestrowaliśmy pływanie z potężnymi meduzami, a tu nagraliśmy niespodziewany atak szczupaka.
Do zobaczenia zatem pod wodą.
fot. Hubert, kopułowa osłona
obiektywu daje takie możliwości… moje marzenie… dobrze, że jest od kogo pożyczać (JagnaBlue). Jezioro Staw
H: Góral (czytaj Krzysiek Górski), to kolejny Wariat na mojej
drodze. Nawet nie wiem od kiedy się znamy… ale tak pewnie 25 lat już stuknęło. Biegaliśmy
onegdaj po Bieszczadach, biegaliśmy po Suwałkach, biegaliśmy nawet z
odkurzaczami… a ja biegałem raz do szpitala (a on tam leżał). Krzysiek wymyślił sobie imprezę - Festiwal
"Zlot Przyjaciół Karczaka". Wielkie festiwale wokół, a on ma swój.
Jeszcze większy, bo jego. Byliśmy z Miłoszem w Karczaku. Poczuliśmy atmosferę i mamy dla Was trochę zdjęć... no dobra. To nasz rekord, bo tyle materiału fotograficznego jeszcze nigdy nie daliśmy ( a relacja filmowa
już się tworzy).
M: Jeszcze nigdy nie widziałem w jednym miejscu tylu zakręconych
ludzi, ale oczywiście pozytywnie i mieli w niektórych sprawach takie same lub
podobne poglądy do moich. Hasłem całego festiwalu było „Cała Puszcza parkiem
narodowym” i to mi też się podobało, bo także bym tak chciał.
fot. Hubert, "społeczność karczakowska" w drugim dniu imprezy...
H: Niektóre wymysły człowieka
szkodzą. Czasem jednak nawet te „wymysły” mogą zostać wykorzystane wbrew
przeznaczeniu… albo w nieco bardziej
właściwej formie. Dziś będzie zatem o ambonie myśliwskiej, z której fotografowaliśmy
łanie z młodymii o namiocie cyrkowym w
Nowince, który choć dla ludzkiej rozrywki rozbity, to jednak bez męczenia zwierząt z założenia się objawił.
fot. Hubert, taka łania z ambony przez nas widziana, patrzy w naszym kierunku, ale nie widzi... dała nam jeszcze kilka minut radości ze spotkania
H: Dziś krótko o zdjęciu, które nie wygrało konkursu, ale pojawią się
w tym wpisie bardzo ważne wnioski… w tym taki przepis, co zrobić żeby
przybliżyć się do wygrania. Do tego prezentacja innych zdjęć (ale już nie
moich), które też nie wygrały, ale się wyróżniły w pewnej rywalizacji. To też „coś”.
fot. Hubert, Dzięcioł czarny nad Sucharem Wygorzel (Wigierski Park Narodowy)... szukałem pretekstu, żeby pokazać Wam to zdjęcie... i pretekst się znalazł
H: Czas dla Wiśni. Dziś pokazujemy film, którego idea narodziła się
kilka lat temu (i wtedy powstały pierwsze ujęcia). A jaki jest Wiśnia? Najlepiej charakteryzują Andrzeja jego własne
słowa. Po obejrzeniu prezentowanego Wam filmu napisał do mnie „esemesa”,
którego fragment zacytuję: „Aż się popłakałem,
że ja taki fajny”. Ten Gość cały czas się deprecjonuje, bo jest z
tego pokolenia, które skromność ma we krwi. Ale takiego człowieka warto poznać,
warto z nim pogadać, warto go pokazać i warto
poświęcić mu chociaż 8 minut i 42. sekundy (tyle trwa film). Tym bardziej, że
przecież on nasz. Z Suwalszczyzny ( a sezonowo… z Helu). Patrzcie i
udostępniajcie.
Film. Dogonić wiatr, gonił wiatr i o tym opowiadał: Andrzej „Wiśnia”
Wiśniewski, zadawał pytania i słuchał (scenariusz, montaż, reżyseria): Hubert Stojanowski,
zdjęcia: Hubert i Miłosz Stojanowscy (Sudawcy), czas trwania 8:42.